Drugie urodziny bloga

Drugie urodziny bloga

Szczerze mówiąc nigdy nie wierzyłam, że będę miała okazję napisać taki post. Dzisiaj mijają dokładnie dwa lata od kiedy na moim blogu pojawił się pierwszy post. Nie wierzę po pierwsze, że tak szybko zleciał mi ten czas, a po drugie, że wytrwałam aż dwa lata. Dla niektórych to mało, ale ja nigdy żadnego swojego bloga nie prowadziłam tak długo. Mam słomiany zapał i zawsze rezygnowałam po kilku tygodniach. Sama nie wiem dlaczego tym razem było inaczej. Po prostu zawzięłam się i stwierdziłam, że bez względu na wszystko będę tu pisać. Na razie mi to wychodzi (no, powiedzmy) i mam nadzieję, że jeszcze trochę z wami będę.

Kiedy założyłam bloga nosił on nazwę recenzje raven, ale dokładnie rok temu, czyli w pierwsze urodziny zmieniłam adres na obecny. Do tej pory bloga zaobserwowało 443 osoby, odwiedziliście go 158235 razy i zostawiliście 1556 komentarzy. Jestem autorką bloga, ale dzięki wam i dla was piszę i gdyby nie wy pewnie dawno bym się poddała. Tak więc dziękuję. Dziękuję, że tu wchodzicie, czytacie komentujecie. Dziękuję, że ze mną jesteście.

Teraz czas na rozdanie. W zeszłym roku dostaliście do wyboru książki, które miałam, tym razem do wygrania będzie dowolna książka dostępna na stronie aros.pl. 

Regulamin: 

1. Organizatorką konkursu jestem ja, raven z bloga litery-na-papierze.blogspot.com
2. Konkurs odbywa się na zasadzie losowania.
3. Wygrać można dowolną książkę dostępną na stronie aros.pl
4. Sponsorem nagród jestem ja.
5. Zgłoszenia wysyłacie w komentarzu pod tym postem.
6. Aby wziąć udział w losowaniu musisz obserwować mojego bloga i udostępnić baner (jeśli nie macie bloga, możecie baner udostępnić gdziekolwiek, np. na facebooku, google+, intagramie, lub innym portalu, na którym posiadacie konto).
7. Zgłaszać się mogą tylko osoby posiadające adres korespondencyjny na terenie Polski.
8. Zgłoszenia przyjmuję do 28.02.17 do godziny 23:59. Późniejsze zgłoszenia nie biorą udziału w losowaniu.
9. Wyniki zostaną opublikowane na blogu w przeciągu 7 dni od zakończenia losowania.
10. Zwycięzca zostanie także poinformowany o wygranej drogą mailową.
11. Zwycięzca ma 7 dni na wysłanie mi adresu, inaczej wylosuję kogoś innego.

Przykład zgłoszenia:

Zgłaszam się!
E-mail:
Obserwuję jako:
Baner: (link)

(Nie piszcie tytułu książki w komentarzu, o tym będę już pisać ze zwycięzcą)

Baner:


Powodzenia! :)
Książki, które mnie rozczarowały

Książki, które mnie rozczarowały


Hej! Z racji tego, że ostatnio nie mam czasu, ani ochoty na czytanie stwierdziłam, że żeby na blogu nie wiało pustkami przez miesiąc (szybko się obudziłam) będę dodawać więcej postów okołoksiążkowych i topek. Tak więc dzisiaj zapraszam was na post o książkach, które mnie rozczarowały.


(Ciekawe czy kiedyś uda mi się napisać post okołoksiążkowy bez wspominania w nim o Greenie)
Była to trzecia książka Johna Greena, którą przeczytałam i strasznie się na niej zawiodłam. Szukając Alaski i Gwiazd Naszych Wina, które przeczytałam wcześniej były świetne i od kolejnej pozycji autora oczekiwałam takiego samego poziomu. Jednak przy Papierowych Miastach strasznie się wynudziłam i na dłuższy czas straciłam ochotę na czytanie twórczości pana Zielonego.


Przeczytałam tę książkę chyba mniej więcej w tym samym czasie, w którym w kinach pojawiła się jej ekranizacja i szczerze mówiąc sięgnęłam po nią głównie ze względu na aktorkę, która zagrała w niej główną bohaterkę. Bardzo dużo osób wychwalało tę powieść, a kiedy ja ją przeczytałam zastanawiałam się czemu. Nie twierdzę, że jest to zła książka, ale chyba miałam zbyt duże oczekiwania.


Wybaczcie, że to powiem, ale Mechaniczny Anioł jest... nudny. Przez większość książki prawie nic się nie działo i cała akcja została wciśnięta na koniec. Zakończenie zrobiło swoje i uratowało całość, ale to nie zmienia faktu, że kilka razy odkładałam tę powieść bo strasznie się nudziłam. Bardzo wiele oczekiwałam od tej trylogii i mam nadzieję, że kolejne tomy będą lepsze, bo generalnie uważam, że ta historia jest naprawdę dobra.


Zakończenie Miasta Szkła było dla mnie na tyle zadowalające, że uważam, że autorka niepotrzebnie napisała kolejne trzy tomy Darów Anioła. Pierwsze trzy były świetne, Miasto Kości "połknęłam" w niecałe dwa dni, z kolejnymi dwiema częściami też bardzo szybko sobie poradziłam. A potem było już tylko gorzej. Uważam, że ostatnie trzy tomy są już trochę naciągane i nie czytałam ich już z taką przyjemnością jak poprzednie.

Uwielbiam Eleonorę i Parka. Wiem, że ta książka ma tak wielu zwolenników jak i przeciwników, ale ja dosłownie zakochałam się w tej historii. Więc kiedy w Polsce pojawiła się kolejna powieść autorki, od razu po nią sięgnęłam i... strasznie się rozczarowałam. Pomysł na historię o dziewczynie piszącej fanfiction był super, ale gorzej było z wykonaniem. Strasznie się wynudziłam i uważam, że autorka zmarnowała tę opowieść, bo mogła z tego zrobić naprawdę świetną książkę.

Miałam zakończyć na Fangirl, ale wtedy mnie oświeciło i przypomniałam sobie o książce, którą czytałam baardzo dawno temu. Poleciła mi ją koleżanka, która strasznie lubi całą serię, więc stwierdziłam, że to pewnie jakieś literackie arcydzieło i wypożyczyłam ją z biblioteki. Tak samo jak w przypadku Love, Rosie nie uważam, że jest to zła książka. Po prostu oczekiwałam czegoś dużo lepszego i przez to się rozczarowałam.

Jakie książki was rozczarowały? Czy były pozycje, po których oczekiwaliście więcej?
''Chemia Naszych Serc'' - Krystal Sutherland

''Chemia Naszych Serc'' - Krystal Sutherland


Henry Page sądzi, że kiedy pierwszy raz się zakocha, będzie to scena żywcem wyjęta z filmu romantycznego. Uważa, że będzie czuł motylki w brzuchu i to wydarzenie zmieni jego życie. Jednak kiedy do klasy wchodzi Grace Town, ubrana w męskie ciuchy i podtrzymująca się laską, nic takiego się nie dzieje. Kiedy nauczyciel proponuje im stanowisko redaktora naczelnego szkolnej gazetki Grace odmawia, ale ostatecznie decyduje się pomóc Henry'emu w prowadzeniu gazetki, tyle że na samym początku informuje go, że nie ma zamiaru napisać w niej ani słowa. Nastolatkowie powoli zaczynają się poznawać i spędzać ze sobą czas. Henry zdaje sobie sprawę, że Grace stała się dla niego kimś więcej niż tylko koleżanką ze szkoły. Jednak czy ona jest stanie odwzajemnić jego uczucia?

Po przeczytaniu  zaledwie kilkunastu stron książki w mojej głowie od razu zapaliła się lampka. Miałam wrażenie, że w powieści jest coś dziwnie znajomego i nie musiałam się długo zastanawiać, żeby zorientować się, że książka pani Sutherland okropnie przypomina mi twórczość Johna Greena. Miałam wrażenie, że autorka "wzięła" sobie główną bohaterkę z Szukając Alaski, bohatera z Papierowych Miast, dorzuciła do tego trochę metafor o wszechświecie i złotych myśli o zapomnieniu żywcem wyjętych z Gwiazd Naszych Wina i tak oto powstała Chemia Naszych Serc.

Chyba najwięcej mam do powiedzenia na temat całej relacji łączącej naszych głównych bohaterów. Przyznam szczerze, że cały ten "związek" Grace i Henry'ego nie do końca do mnie przemówił. Wiem, że to miała być młodzieżówka opowiadająca o tym, jak trudna czasem jest pierwsza miłość, szczególnie w nastoletnim wieku i tak dalej, ale z każdą kolejną stroną odnosiłam coraz większe wrażenie, że relacja, która łączyła Grace i Henry'ego była toksyczna. W życiu dziewczyny zdarzył się wypadek, który wpłynął na nią do tego stopnia, że przeniosła się do innej szkoły i zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Przed tym wydarzeniem była uśmiechniętą nastolatką chodzącą w sukienkach, natomiast potem zaczęła nosić męskie ubrania i przestała pisać, co wcześniej robiła ze świetnym skutkiem. Przez całą książkę bardzo widoczny był "podział" na Grace sprzed wypadku i Grace po wypadku. Odniosłam wrażenie, że ona sama do końca nie wiedziała kim jest. Henry się w niej zakochał, ale ona była przekonana, że zakochał się w idei dziewczyny, którą już nie jest. On sam też nie wiedział kim jest obiekt jego westchnień. Przed cały czas nie mogłam się pozbyć przeczucia, że Grace dobrze wiedziała jak bardzo Henry jest w niej zakochany i w pewnym sensie wykorzystywała to kiedy miała ochotę, a później nagle stwierdziła, że powinni zwolnić. Nigdy nie powiedziała mu, że chce, aby byli parą, nie określiła się w stosunku do niego. Przez jej zachowanie nie byłam w stanie jej polubić, chociaż bardzo starałam się ją zrozumieć. Domyślam się, że zamysł autorki był inny i nie chodziło o to, aby czytelnicy odbierali tę relację w ten sposób, ale ja przez ostatnie sto stron książki nie byłam w stanie pozbyć się wrażenia, że ten związek, o ile można go tak nazwać jest po prostu toksyczny.

Powieść jest dosyć zabawna, chociaż momentami zastanawiałam się na czym konkretnie polega poczucie humoru autorki, bo niektóre sytuacje, zamiast wzbudzać mój śmiech wydały mi się po prostu absurdalne i przerysowane. Być może tylko ja to tak odbieram, ale czasem naprawdę nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Wiem, że cała ta historia miała być właśnie taka - specyficzna i zapadająca w pamięć jako wyjątkowa i inna, ale przez to po raz kolejny w głowie pojawił mi się pan Zielony i nie mogłam się pozbyć wrażenia, że autorka bardzo się nim inspirowała.

Książka została napisana z perspektywy Henry'ego, dzięki czemu jest on dla czytelnika otwartą księgą. Polubiłam tę postać, może dlatego, że miałam okazję tak dobrze ją poznać. Dużym plusem są też bohaterowie drugoplanowi, którzy zostali bardzo dobrze wykreowani. Chodzi mi głównie o przyjaciół Henry'ego, jego rodziców i osoby z otoczenia. Cieszę się, że autorka im także poświęciła trochę uwagi, bo dzięki temu, że są tak wyraziści bardzo ich polubiłam. Lola i Muz - przyjaciele Henry'ego, którzy byli zdecydowanie jedną z największych zalet powieści, jego siostra, Sadie, znajomi ze szkoły, to wszystko sprawiło, że cała powieść, mimo tych wszystkich absurdalnych sytuacji, stała się bardziej realna. 

Nie mówię, że Chemia Naszych Serc to zła powieść, ale być może wystawiłabym jej wyższą ocenę, gdyby nie te skojarzenia z Johnem Greenem, których nie mogłam się pozbyć podczas czytania. Jest to po prostu kolejna młodzieżówka, o której pewnie niedługo zapomnę. Sięgnęłam po tę książkę w ciemno, więc nie mogę powiedzieć, że się rozczarowałam, ale też nie mówię, że jakoś pozytywnie mnie zaskoczyła. Jeśli ktoś ma ochotę na trochę "greenowską" powieść młodzieżową o pierwszej miłości, to czemu nie.



Za egzemplarz książki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

Wydawnictwo Dolnośląskie, 290 stron

★★★☆☆☆
Książki, które chcę przeczytać ponownie

Książki, które chcę przeczytać ponownie


Hej! Dzisiaj mam dla was post o książkach, które chcę przeczytać ponownie. Z racji tego, że na blogu od ponad miesiąca świeci pustkami, a ja mam zastój czytelniczy i życiowy stwierdziłam, że skoro i tak ostatnio pojawiały się same recenzje to napiszę coś innego. To wcale nie jest zapychacz, bo nie chce mi się czytać.




Moja wakacyjna miłość. Kocham tę historię, kocham styl pisania, bohaterów i ogólnie wszystko w tej powieści. Czytałam ją rok temu w wakacje i dosłownie się zakochałam. Ostatnio spojrzałam na półkę, na której leży i stwierdziłam, że muszę ją przeczytać jeszcze raz. I może jeszcze kilka.










Jakiś czas temu, podczas reorganizacji mojej biblioteczki, znalazłam drugi tom tej trylogii, o której całkiem zapomniałam. Zaczęłam go czytać i kompletnie nie wiedziałam o co chodzi XD. Pierwsza część zaginęła w tajemniczych okolicznościach, ale jak tylko będę miała okazję to na pewną ją sobie odświeżę i dokończę całą trylogię.








Czytałam tę książkę w gimnazjum i szczerze mówiąc poza głównym wątkiem niewiele z niej pamiętam. Chciałabym ją przeczytać jeszcze raz głównie ze względu na to, że kiedy miałam z nią styczność nie czytałam zbyt dużo i nie zwracałam uwagi na wiele rzeczy tak jak teraz. Być może tym razem inaczej do niej podejdę.








Chłopak, który stracił głowę to książka, o której sama nie wiem czemu nie potrafię zapomnieć. Odkąd ją przeczytałam ciągle siedzi mi w głowie (xd) i mam ochotę do niej wrócić. Przebrnęłam przez nią w  dosłownie kilka godzin i do tej pory uważam ją za jedną z lepszych młodzieżówek, jakie przeczytałam.








Chyba jeszcze nigdy nie spotkałam się z książką, która miałaby tak wiele podzielonych opinii jak Byliśmy Łgarzami. Ludzie albo tę powieść kochają, albo nienawidzą. Ja należę do tej pierwszej grupy, chociaż może stwierdzenie, że ją kocham jest trochę przesadzone. To dla mnie naprawdę dobra powieść i chciałabym ją znów przeczytać ze względu na te wszystkie małe rzeczy, na które nie zwracałam uwagi, a które później okazały się kluczowe.







Szukając Alaski to moja ulubiona powieść pana Zielonego i uważam, że jest trochę niedoceniana. Wiele osób zachwyca się Gwiazd Naszych Wina i pomimo, że ja sama uwielbiam historię Hazel i Gusa, uważam, że Szukając Alaski jest lepszą książką. Dostałam ją na urodziny bodajże dwa lata temu i właśnie wtedy ją przeczytałam. Mam nadzieję, że będę miała okazję powrócić do niej niedługo, bo mam straszną słabość do Greena xD







Na koniec oczywista oczywistość, czyli moja wielka miłość. Nic mnie nie obchodzi, że Most do Terabithii czytałam już setki razy, zapewne sięgnę po tę książkę ponownie jeszcze w tym roku. Uwielbiam tę historię i mam do niej wielki sentyment. Uwielbiam też film i za każdym razem kiedy to czytam lub oglądam ryczę na wariatka xD








A wy macie jakieś książki, które chcielibyście ponownie przeczytać? Czy może nie wracacie do raz przeczytanych powieści i sięgacie tylko po nieznane wam pozycje?
''Wszystko to, co wyjątkowe'' - Matthew Quick

''Wszystko to, co wyjątkowe'' - Matthew Quick


Pewnego dnia Nanette dostaje od swojego nauczyciela egzemplarz starej książki, która już od lat nie jest wydawana. Dziewczyna od razu zaczyna czytać tę tajemniczą powieść o tytule Kosiarz Balonówki i dosłownie traci dla niej głowę. Chce się koniecznie dowiedzieć co stało się z głównym bohaterem po zakończeniu lektury, więc dzięki pomocy nauczyciela, od którego dostała książkę, spotyka się z autorem. Nanette szybko znajduje wspólny język ze starszym mężczyzną i często się z nim widuje, jednak ten nienawidzi swojej powieści i nie chce na jej temat rozmawiać. Za jego pośrednictwem dziewczyna poznaje Alexa - nastoletniego poetę, który także jest fanem Kosiarza, a potem Olivera - przyjaciela Alexa. Cała trójka próbuje dowiedzieć się czegoś więcej na temat bohaterów ulubionej książki.

Matthew Quick to autor znany przede wszystkim z takich książek jak Poradnik Pozytywnego Myślenia, Niezbędnik Obserwatorów Gwiazd czy Prawie jak gwiazda rocka. Co prawda nie miałam okazji bliżej zapoznać się z żadną z tych pozycji, ale naczytałam się masy recenzji, których autorzy przedstawiali powieści Quicka w samych superlatywach. Przynam szczerze, że poczułam się zachęcona tymi pozytywnymi opiniami i sięgnęłam po Wszystko to, co wyjątkowe.

Fabuła zapowiadała się obiecująco. Liczyłam na naprawdę dobrą, skłaniającą do myślenia młodzieżówkę, a opinie na okładce dumnie głoszące, że powieść przedstawia przejmujący portret nastolatki, która przechodzi pełen prób i błędów okres dorastania tylko podsycały mój entuzjazm. Jak to się ma do samej książki? Cóż, muszę przyznać, że chyba trochę za wysoko postawiłam poprzeczkę tej powieści. Pozycja owszem, jest pełna różnego rodzaju metafor i złotych myśli, ale czasem miałam wrażenie, że jest tego aż za dużo. Autor, szczególnie na początku książki, rzuca na prawo i lewo  metaforami i życiowymi refleksjami, które czasem nijak mają się do sytuacji, w której znajdują się bohaterowie. Być może tylko ja odniosłam takie wrażenie, ale czasami odczuwałam przesyt tymi wszystkimi mądrościami.

Jeśli chodzi o bohaterów to muszę przyznać, że bywało różnie. Były osoby, które polubiłam bardziej, między innymi Nanette, która przez całe życie robiła to, czego oczekiwali od niej inni, chociaż ona sama niebardzo miała na to ochotę. Jednak szczególną sympatią obdarzyłam Olivera, który był tak pozytywną i sympatyczną postacią, że po prostu nie dało się go nie lubić. Żałuję, że autor nie poświęcił mu trochę więcej uwagi. Jeśli chodzi o Alexa, to jego w całej książce lubiłam najmniej. Pomimo tego, że rozumiałam jego postawę, jakoś nie potrafił wzbudzić mojej sympatii. Bookera, czyli autora Kosiarza Balonówki, traktuję raczej neutralnie, mimo że był on jedną z najważnieszych postaci. Jakoś nie wzbudził we mnie żadnych emocji.

Pomimo pewnych wad, Wszystko to, co wyjątkowe oceniam pozytywnie. Książkę czyta się bardzo szybko, można się z nią uporać w jeden dzień. Jest to naprawdę przyjemna lektura z ciekawą fabułą i być możliwe, że niektórzy znajdą w niej coś, co mogliby wdrożyć w życie. Nie jest to może jakieś cudowne arcydzieło, ale wydaje mi się, że warto sięgnąć po tę powieść. Polecam.

Za egzemplarz książki dziękuję wydawnictwu Harper Collins Polska.

Wydawnictwo Harper Collins, 254 strony

★★★☆☆☆
''Kochając Pana Danielsa'' - Brittainy C. Cherry

''Kochając Pana Danielsa'' - Brittainy C. Cherry


Ashlyn przeżywa żałobę – w wyniku białaczki życie straciła jej bliźniaczka Gabby. Siostra zostawiła Ash skrzynkę z listą rzeczy do zrobienia i listami, które dziewczyna miała otwierać po wykonaniu każdego zadania. Nastolatka jest załamana śmiercią Gabby, w dodatku jej mama informuje ją, że Ash musi przeprowadzić się do ojca, który przed laty zostawił rodzinę. Dziewczyna wyjeżdża do Wisconsin, gdzie ma zamieszkać z tatą i jego nową rodziną – partnerką Rebeccą i jej dziećmi, Hailey i Ryanem. Na miejscu Ashlyn poznaje przystojnego Daniela, w którym zakochuje się niemal od pierwszego wejrzenia. Mężczyzna zaprasza ją do baru, w którym ma zagrać jego zespół o nazwie Misja Romea. Para szybko znajduje wspólny język, bowiem oboje uwielbiają Szekspira. Jednak wszystko się komplikuje kiedy nastolatka zaczyna naukę w nowej szkole i okazuje się, że Daniel jest jej nauczycielem...

Przez dłuższy czas w ogóle nie miałam zamiaru sięgać po tę książkę. Naczytałam się tylu negatywnych opinii, że po prostu stwierdziłam, że nie warto tracić na nią czas. Jednak niedawno Kochając Pana Danielsa wpadła mi w ręce, a ja potrzebowałam jakiegoś lekkiego i niezobowiązującego romansu na odstresowanie. Podeszłam do tej książki z dużym dystansem i praktycznie na samym początku założyłam, że nie będzie to zbyt ambitna powieść i że pewnie mi się nie spodoba. Czy słusznie?

Zacznę od prawdopodobnie największej zalety Kochając Pana Danielsa, jaką są bohaterowie. Autorka stworzyła postacie, które polubiłam praktycznie od pierwszych stron książki. Szczególną sympatią obdarzyłam Ryana, który był moim absolutnym ulubieńcem od kiedy tylko pojawił się na kartach powieści. On i jego siostra Hailey byli bardzo barwnymi postaciami i dzięki nim książka wiele zyskała. Główną bohaterkę też polubiłam, pomimo tego, że jej kreacja była dosyć oklepana. Kochająca czytać i pisać wielbicielka Szekspira, nie brzmi to zbyt oryginalnie. Podobnie było zresztą z Danielem, który został przedstawiony dosłownie jako ideał faceta. Przyznam, że trochę mnie to na początku raziło, szczególnie kiedy on i Ashlyn rzucali cytatami Szekspira na prawo i lewo, ale po jakimś czasie przywykłam i przestało mi to przeszkadzać.

Dużą wadą książki była szablonowość. Główna bohaterka traci kogoś bliskiego, przeprowadza się do innego miasta, gdzie poznaje mężczyznę, w którym zakochuje się od pierwszego wejrzenia. Ile razy już czytałam coś podobnego. Nie jest to nic nowego, tak samo jak motyw zakazanej miłości. Pomijam też fakt, że jakiś rok temu (tak, nadal to pamiętam) przeczytałam fragment czyjejś recenzji, w której autorka zawarła chyba największy spoiler w całej książce (błagam, nie róbcie tak). Być może przez to oceniłam tę książkę niżej niż bym mogła, gdybym nie wiedziała co się stanie. Podczas czytania cały czas miałam w głowie to, co się stanie, przez co Kochając Pana Danielsa bardzo straciło w moich oczach.

Kochając Pana Danielsa nie jest zbyt odkrywczą powieścią. Można w niej znaleźć sporo schematów, które powielają się w innych książkach, co jest jej największą wadą. Podeszłam do niej zniechęcona negatywnymi opiniami, ale muszę przyznać, że jestem pozytywnie zaskoczona. Styl pisania autorki jest lekki, dzięki czemu przeczytanie książki zajęło mi zaledwie kilka godzin. W ostatecznym rozrachunku oceniam ją raczej na plus. Jeśli lubicie tego typu książki – proste i niezobowiązujące, polecam wam Kochając Pana Danielsa.
''Paranormalność'' - Kiersten White

''Paranormalność'' - Kiersten White


Evie jest szesnastolatką kochającą róż i serial telewizyjny Easton Heights. Jednak jej życia nie można nazwać normalnym. Dziewczyna pracuje w MANIP – Międzynarodowej Agencji Nadzoru nad Istotami Paranormalnymi, która zajmuje się łapaniem i neutralizowaniem wampirów, wilkołaków czy wiedźm, jednym słowem, wszystkich Paranormalnych. Wychowywała się w rodzinach zastępczych, a kiedy miała osiem lat zaczęła pracę w Agencji. Evie jest jedyną osobą, która potrafi zobaczyć prawdziwą postać Paranormalnych, kryjącą się pod iluzją, dzięki czemu jest w stanie je złapać. Życie Evie nigdy nie było normalne, ale kiedy do Agencji włamuje się Lend – paranormalny, który potrafi przyjąć formę każdej istoty, którą spotkał – sprawy jeszcze bardziej się komplikują. Szczególnie, że nikt nie wie kim jest tajemniczy chłopak, a Evie zaczyna odkrywać sekrety, które ukrywała przed nią Agencja...

Ta książka to istny chaos. To właśnie pierwsze słowo, które pojawia się w mojej głowie, kiedy o niej myślę. Wszystko dzieje się tak strasznie szybko. Wiecie jak to jest, kiedy czytacie książkę, a akcja dłuży się niemiłosiernie i macie wrażenie, że powinna być o sto stron krótsza? W tym wypadku jest odwrotnie. Gdyby autorka poświęciła więcej uwagi całej historii i trochę bardziej ją rozbudowała byłoby znacznie lepiej. Ta książka powinna mieć kilkadziesiąt stron więcej. Akcja nie powinna tak szybko pędzić, przez to powieść wiele straciła. Poza tym, relacja między Evie a Lendem jest chyba jakąś parodią. Od kiedy jego postać pojawiła się w książce było wiadomo, że coś między nimi będzie, ale to jak ten wątek miłosny został wprowadzony było po prostu śmieszne. No bo, serio, główna bohaterka siedzi obok faceta, którego ledwo zna, oglądają razem serial i nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki uświadamia sobie, że się w nim zakochała. Czy tylko mi coś tutaj nie gra? Wyglądało to tak, jakby autorka na siłę chciała wcisnąć do książki wątek miłosny, który, swoją drogą, był tak strasznie oczywisty. Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że główna bohaterka nigdy wcześniej nie wykazywała jakichś głębszych uczuć względem Lenda. To, jak ich relacja została przedstawiona pozostawia wiele do życzenia. 

Jeśli chodzi o główną bohaterkę to jestem do niej nastawiona raczej neutralnie. Nie mogę powiedzieć, że jakoś szczególnie ją polubiłam, ale była raczej pozytywną postacią. Na pewno była inna niż bohaterki, z którymi zazwyczaj mam do czynienia w książkach. Kochająca róż i serial dla nastolatków dziewczyna, która marzyła o tym, by pójść do liceum, i mieć prawo jazdy, czyli jednym słowem, mieć normalne życie, którego nigdy nie było dane jej zaznać. Rozumiem, że autorka chciała stworzyć bohaterkę, która będzie zachowywała się jak zwyczajna nastolatka pomimo tego, kim jest i jak wygląda jej życie. Poniekąd jej się to udało, ale jakoś nie byłam w stanie bardziej jej polubić. 

Styl pisania autorki jest tragiczny. Dobra, może trochę przesadzam, ale sposób, w jaki została napisana ta powieść to chyba jakiś żart. Przez cały czas czułam się, jakbym czytała jakieś streszczenie, a nie normalną książkę. Akcja leci strasznie szybko i nie ma płynności przy przeskakiwaniu między wydarzeniami. Fabuła nie była wcale taka zła, pomysł był generalnie dość dobry, ale autorka wszystko zepsuła pisząc, jakby ktoś ją gonił. To wszystko powinno być trochę bardziej rozbudowane, relacje między bohaterami, a przede wszystkim ważne wydarzenia, którym autorka powinna poświęcić więcej uwagi, a które kończyły się zanim jeszcze się zaczęły. Poza tym, bądźmy szczerzy, patrząc na okładkę chyba nikt nie spodziewa się jakiejś szczególnie ambitnej lektury. Paranormalność jest przewidywalna do bólu.

Nie spodziewałam się niczego niezwykłego po tej książce, więc nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam. Mimo wszystko liczyłam, że trochę bardziej wkręcę się w fabułę, ale autorka uniemożliwiła mi to swoim okropnym stylem pisania i przedstawieniem wydarzeń tak, jakby dopiero zaczęła pisać, a na następny dzień miała wysłać książkę do wydawcy. Za pomysł dostałaby ode mnie mocne sześć, ale jeśli chodzi o jego realizację, czuję, że jedynka to za dużo. Paranormalności mówię stanowcze nie.
''Ktoś mnie pokocha'' - Zbiór opowiadań

''Ktoś mnie pokocha'' - Zbiór opowiadań

Wydawnictwo Otwarte, 488 stron
W Święta Bożego Narodzenia wybuchł szał na zbiór opowiadań zabranych przez Stephanie Perkins. Podaruj mi miłość czytał wtedy chyba każdy. Mnie to wszystko niestety ominęło i nie było mi dane zapoznać się, ze świątecznymi tekstami takich autorów jak Rainbow Rowell czy David Levithan, ale, jak się okazało, nic straconego, bo pani Perkins zebrała dwanaście wakacyjnych opowiadań. Co z tego wyszło?

Szczerze mówiąc nie byłam do końca przekonana do pomysłu zbioru opowiadań. Kiedy czytam książki, lepsze lub gorsze, mniej lub bardziej, przywiązuję się do bohaterów. Świadomość, że książka zawiera dwanaście różnych opowiadań z różnymi bohaterami nie do końca do mnie przemawiała. Byłam pewna, że to skakanie z jednej historii na drugą w końcu mnie zmęczy i nie będę miała ochoty czytać wszystkich opowiadań do końca. Naprawdę zdziwiło mnie to, że kiedy zaczęłam czytać, w ogóle nie zwracałam uwagi na to, że są to opowiadania, nawet mi to nie przeszkadzało. Zaskoczyło mnie to, jak szybko pochłonęłam je wszystkie powtarzając sobie jeszcze tylko jedno.

Niektóre historie możecie sobie odpuścić, jeśli poczujecie, że was nudzą, do niektórych być może będziecie chcieli wrócić po raz kolejny. Opowiadania nie są szczególnie długie, mają mniej więcej po 40 stron, więc bardzo szybko się je czyta. W zbiorze znajdziecie teksty m. in Cassandry Clare, znanej ze swoich książek o nocnych łowcach, czy Veroniki Roth, której popularność przyniosła trylogia Niezgodna. Znalazły się tam również opowiadania mniej znanych autorów, których książki nie zostały jeszcze wydane w Polsce, więc jest to świetna okazja do zapoznania się ze stylem pisarskim tych osób.

Mnie osobiście najbardziej urzekło opowiadanie wcześniej wspomnianej Cassandry Clare, Nie wiem czy to dlatego, że od niego zaczęłam, czy może ze względu na ciągle odzywający się w mojej głowie sentyment do tej autorki, ale to właśnie jej tekst o przedziwnym cyrku najbardziej przypadł mi do gustu. Poza tym, spodobało mi się opowiadanie Niny LaCour, o której nigdy wcześniej nawet nie słyszałam. Veronica Roth też pozytywnie mnie zaskoczyła, mimo że przeczytanie jej opowiadania ciągle przekładałam na później, bo za każdym razem, kiedy chciałam się za nie zabrać w głowie zapalała mi się lampka z napisem Niezgodna, która nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia.

Recenzja do najdłuższych nie należy, ale nie mam pojęcia co jeszcze mogłabym napisać o tej książce. Nie jest to jedna historia, którą mogłabym dokładnie przeanalizować i wypisać jej wady i zalety. Napiszę więc, że Ktoś mnie pokocha to idealna lektura na wakacje. Opowiadań jest aż dwanaście, każde zostało napisane przez innego autora, więc jeśli nie spodoba wam się jedno, może akurat następne przypadnie wam do gustu. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie i dzięki niej umili sobie wakacyjny czas.
''Szkoła Bogów'' - Bernard Werber

''Szkoła Bogów'' - Bernard Werber



Na wyspie Aeden, w mieście Olimp znajduje się Szkoła Bogów, w której rolę nauczycieli pełni dwunastu bogów greckich. Po zakończonej sukcesem anielskiej misji, Mikael Pinson zostaje adeptem Szkoły. Wraz z nim, nowy rok szkolny rozpoczyna stu czterdziestu czterech bogów-uczniów. Każdy z nich w przyszłości pokieruje losem własnego ludu. Jednak życie na wyspie nie jest rajem, bogami targają ludzkie emocje, które prowadzą do zdrady, zabójstw i zawiści... 
Życie Mikaela komplikuje się, gdy ulega urokowi pięknej Afrodyty...

Bernard Werber – jeden z najpopularniejszych współczesnych pisarzy francuskich. Urodził się w 1961 roku w Tuluzie. Od wczesnego dzieciństwa wykazywał zainteresowania humanistyczne i przyrodnicze. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarstwa w Paryżu, studiował też prawo oraz kryminologię w Tuluzie. Po otrzymaniu nagrody dla najlepszego młodego reportera fundacji News wyjechał na stypendium na Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie, zafascynowany cywilizacją mrówek, badał ich życie i zwyczaje. W latach 1984-1990 prowadził rubrykę naukową w „Nouvel Observateur”. W 1991 wydał Imperium mrówek, które sprzedały się w nakładzie pięciu milionów egzemplarzy we Francji i w kolejnych dziesięciu w pozostałych częściach świata. Kolejne części trylogii: Dzień mrówek i Bunt mrówek spotkały się z równie spektakularnym sukcesem. Na podstawie słynnego cyklu powstała sztuka teatralna, opowiadania, komiksy i filmy krótkometrażowe.

Bernard Werber nigdy wcześniej nie był mi znany. Pierwszy raz usłyszałam o tym autorze przy okazji właśnie Szkoły Bogów, której też wcześniej znałam. Chyba większość osób, które czytały Percy'ego Jacksona w jakimś stopniu interesuje się mitologią grecką. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Kiedy więc zobaczyłam Szkołę Bogów od razu stwierdziłam, że ta książka musi być dobra. Byłam pewna, że wciągnie mnie świat mitologii i zatracę się w nim, bo coś w tej okładce i opisie strasznie mnie zaintrygowało. Za lekturę tej książki zabrałam się z wielkim entuzjazmem i jeszcze większymi oczekiwaniami. Jak to się ma do samej treści? 

Przyznam szczerze, że przez pierwsze kilkanaście stron książki nie miałam pojęcia co się dzieje. Przeplatają się tam różne gatunki i przez to trochę ciężko było mi się w tym wszystkim połapać. Jest to książka, którą trzeba czytać ze skupieniem i szczerze mówiąc trochę się przez to męczyłam. Liczyłam na to, że dzięki tej powieści oderwę się od rzeczywistości, ale prawdę mówiąc nieszczególnie mnie porwała. Sposób w jaki została napisana ciężko jest opisać. Styl pisania autora po prostu mi się nie spodobał i strasznie utrudniał mi czytanie. Poza tym, momentami czułam, że jestem dosłownie za głupia, żeby czytać tę książkę. W pewnym momencie poczułam, że ogrom wiedzy, którą chce przekazać autor to dla mnie za dużo. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że nie czytam ambitniejszych książek, z których można się czegoś dowiedzieć, po prostu ta cała, wybaczcie, że tak to nazwę, filozoficzna gadanina jakoś mnie przerosła. 

Ciężko jest mi ocenić tę książkę. Nie mam pojęcia co o niej myśleć. Z pewnością mogę powiedzieć, że jest inna i nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką pozycją. Zazwyczaj po przeczytaniu książki mam już o niej wyrobioną opinię i wiem, czy chcę ją komuś polecić, czy nie. W tym przypadku do samego końca nie wiedziałam i nadal nie wiem jaki jest mój stosunek do tej powieści.

Gdybym miała określić Szkołę Bogów jednym słowem, powiedziałabym, że ta powieść jest wyjątkowa. Z pewnością zapadła mi w pamięć i pewnie długo o niej nie zapomnę. Problem w tym, że nie jestem pewna czy myślę o niej w pozytywny sposób. Na pewno jest to powieść inna niż te, które do tej pory czytałam. Ale prawda jest taka, że chyba nie byłabym w stanie przebrnąć przez nią drugi raz. Te wszystkie filozoficzne i mitologiczne wątki strasznie mnie męczyły. Być może ta powieść kryje w sobie coś, czego nie byłam w stanie dostrzec. Być może muszę dojrzeć do tej pozycji, by wychwycić to, co umknęło mi teraz. Być może jeszcze kiedyś wrócę do tej książki, ale na ten moment nie jestem nawet w stanie określić mojego stosunku do niej.
''Ugly Love'' - Colleen Hoover

''Ugly Love'' - Colleen Hoover


Stało się. W końcu, po raz pierwszy w życiu, sięgnęłam po twórczość Colleen Hoover. Autorki, której książki czytają i uwielbiają chyba dosłownie wszyscy. Długo zastanawiałam się na czym właściwie polega fenomen pani Hoover, dlaczego czytelnicy tak bardzo oszaleli na punkcie jej książek. Stwierdziłam, że czas się przekonać i sięgnęłam po Ugly Love.

Tate to młoda początkująca pielęgniarka, która na pewien czas ma zamieszkać ze swoim starszym bratem. Kiedy kobieta wprowadza się do jego mieszkania, w niecodziennych okolicznościach poznaje Milesa, przyjaciela brata, który trudni się tym samym zawodem co on – jest pilotem. Po pewnym okresie znajomości mężczyzna proponuje Tate pewien układ – seks bez zobowiązań. Jednak ta umowa ma działać na pewnych zasadach ustalonych przez Milesa – nie pytaj o przeszłość i nie oczekuj przyszłości. Para zachowuje swój "związek" w tajemnicy, jednak czy będą oni w stanie zastosować się do wytyczonych reguł?

Książka została napisana z perspektywy Tate i Milesa. Każdy kolejny rozdział przedstawiał teraźniejszość oczami kobiety, albo przeszłość z perspektywy mężczyzny. Uważam, że dzięki temu zabiegowi powieść wiele zyskała, bo główny bohater jest tak fascynujący, że dosłownie potrzebowałam wiedzieć co mu siedzi w głowie. Bardzo polubiłam Milesa, a im głębiej wczytywałam się w jego przeszłość, tym lepiej rozumiałam jego podejście do znajomości z Tate i tego, że nie chciał się angażować. Dzięki pierwszoosobowej narracji bardzo dobrze możemy poznać główną bohaterkę. Wszystkie jej uczucia, myśli, obawy zostały podane czytelnikowi na tacy. Inaczej było z Milesem, który od początku był dla mnie zagadką. Zarówno Tate jak i Miles zostali świetnie wykreowani i naprawdę bardzo polubiłam tę dwójkę.

Styl pisania w Ugly Love jest świetny. Dawno nie czytałam tak dobrze napisanej książki. Język, którym posługuje się pani Hoover jest lekki i prosty, ale jednocześnie nie infantylny i ma się poczucie, że rzeczywiście czyta się książkę, a nie jakieś wattpadowe fanfiction, co jest ostatnio niestety często spotykanym zjawiskiem w książkach. Dzięki stylowi pisania autorki, powieść czyta się w ekspresowym tempie i do ostatniej strony dotarłam szybciej niż bym tego chciała.

Ciężko jest mi znaleźć jakiekolwiek wady w tej powieści. Podeszłam do niej przekonana, że mi się nie spodoba, można powiedzieć, że w pewnym sensie skreśliłam tę książkę już na samym początku. Byłam naprawdę zaskoczona kiedy już zaczęłam czytać i dosłownie zakochałam się w Ugly Love. Ta powieść ma wszystko, co mieć powinna: świetnie wykreowanych bohaterów, przemyślaną fabułę i przede wszystkim, język, którym została napisana jest genialny. Trochę obawiałam się tego, że jest to erotyk, bo nie mam zbyt dobrego doświadczenia z tym gatunkiem, ale na szczęście autorka świetnie poradziła sobie z opisem intymnych scen między bohaterami. Jestem niezwykle zaskoczona, że ta książka, już od pierwszych stron tak mnie porwała, a ogrom emocji, które odczuwałam podczas czytania jeszcze bardziej, o ile to możliwe, podniósł moją ocenę.

Ugly Love jest jedną z tych książek, przy których chciałoby się cofnąć czas i przeczytać ją jeszcze raz nie znając treści. Naprawdę bardzo się cieszę, że w końcu się przełamałam i sięgnęłam po twórczość Colleen Hoover. Sądziłam, że jej fenomen jest przesadzony, zadawałam sobie pytanie, jak dobre mogą być jej książki? Teraz wiem, że popularność tej autorki jest zdecydowanie zasłużona. Ugly Love to cudowna powieść, przy której będziecie śmiać się i płakać, i którą pokochacie bez reszty. Polecam, polecam i jeszcze raz polecam!
''Niebezpieczne Kłamstwa'' - Becca Fitzpatrick

''Niebezpieczne Kłamstwa'' - Becca Fitzpatrick

Wydawnictwo Otwarte, 418 stron
★★

Estella to siedemnastoletnia dziewczyna, której życie wywraca się do góry nogami za sprawą jednego wydarzenia. Nastolatka była świadkiem morderstwa. Ze względu na jej bezpieczeństwo zostaje objęta rządowym programem ochrony świadków, co wiąże się z wieloma wyrzeczeniami. Dziewczyna dostaje nową tożsamość i zostaje rozdzielona ze swoim chłopakiem i matką narkomanką. Stella – bo tak brzmi jej nowe imię – zostaje wywieziona do Thunder Basin w Nebrasce, gdzie ma przebywać pod opieką emerytowanej policjantki do ukończenia osiemnastu lat. Nastolatka jest zmuszona do dostosowania się do nowej sytuacji, w której się znalazła i porzucenia, przynajmniej na jakiś czas, wszystkiego co miało związek z jej dawnym życiem.

Becca Fitzpatrick od zawsze chciała pisać książki. Dla pisarstwa porzuciła nawet marzenia o zostaniu agentką CIA i pracę w służbie zdrowia. Sagę Szeptem przetłumaczono na kilkadziesiąt języków, a każdy jej tom od razu po premierze trafił na listę bestsellerów „New York Timesa”. Za swoich literackich mistrzów uznaje Jane Austen, J.K Rowling, Sandrę Brown i Nancy Farmer.

Jeśli chodzi o autorkę to nie jest to moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Fitzpatrick. Już wcześniej miałam do czynienia z pierwszym tomem serii Szeptem tej autorki, który jakoś szczególnie mnie nie powalił. Jednak z jakiegoś dziwnego powodu niecierpliwie oczekiwałam na polską premierę Niebezpiecznych Kłamstw i czułam wielką potrzebę, by przeczytać tę książkę. Liczyłam na coś naprawdę dobrego, na książkę, która wbije mnie w fotel i sprawi, że do ostatniej strony będę wstrzymywała oddech. Czy się zawiodłam?

Główna bohaterka właściwie od samego początku mnie irytowała. Przez całą książkę, mimo że się starałam, nie udało mi się jej polubić. Odniosłam wrażenie, że uważała się za lepszą osobę, bo była z miasta, a wylądowała na jakiejś odciętej od cywilizacji wiosce. Nie raz autorka dawała czytelnikowi do zrozumienia, że Stelli nie podoba się pobyt w Thunder Basin i że dziewczyna czuje się, jakby była ponad mieszkańcami miasteczka. Nie podobało mi się jej zachowanie wobec swojej opiekunki. Miałam wrażenie, że Stella była zdziwiona tym, że ktokolwiek może jej cokolwiek rozkazać. Była przyzwyczajona do życia z matką, która w ogóle się nią nie przejmowała i dziewczyna w zasadzie mogła robić wszystko na co miała ochotę. Zachowywała się jak typowa nastolatka z amerykańskiego filmu, której przyszło zmierzyć się z przeciwnościami losu. Była strasznie irytująca i, jak już wspomniałam, nie zdołałam jej polubić.

Miałam spore oczekiwania co do tej książki, chociaż właściwie sama nie wiem skąd one się wzięły. Nie zmienia to faktu, że spotkało mnie spore rozczarowanie. Nie twierdzę, że książka jest zła, ale oczekiwałam czegoś znacznie lepszego. Do plusów można zaliczyć to, że czyta się ją bardzo szybko i w zasadzie jest to dosyć ciekawa powieść, ale nie jest to książka, która pozostanie w mojej pamięci. Nie będę do niej wracać, ani jej rozpamiętywać, bo nie było to nic szczególnego. Zwyczajna młodzieżówka, bez szału.

Za egzemplarz książki i możliwość jej zrecenzowania dziękuje wydawnictwu Otwartemu.
Moje ulubione instagramowe profile

Moje ulubione instagramowe profile


Cześć! Z racji tego, że ostatnio na blogu pojawiają się same recenzje postanowiłam, że trochę go urozmaicę. Zapewne większość z was słyszała instagramowych kontach książkowych, których ostatnio pojawia się coraz więcej. Mnożą się także posty ze swego rodzaju rankingami ulubionych kont. Stwierdziłam, że też pokażę wam moich 10 ulubionych profili książkowych. Ograniczyłam się tylko do polskich kont, bo, szczerze powiedziawszy, słabo orientuję się w tych zagranicznych. Od razu zaznaczam, że lista jest w pełni subiektywna, a kolejność przypadkowa. Zapraszam! :)



















Prowadzicie książkowe instagramy? Jakie są wasze ulubione konta? Koniecznie napiszcie w komentarzach :)

''Most do Terabithii'' - Katherine Paterson

''Most do Terabithii'' - Katherine Paterson

Wydawnictwo Nasza Księgarnia, 238 stron

W swoim życiu czytałam różne książki. Część z nich mi się podobała, część nie, ale są powieści, które są czymś więcej. Historie, które nie tylko się podobają, ale mają na nas wpływ. Historie, przy których śmiejemy się, płaczemy i które są dla nas po prostu w jakiś sposób wyjątkowe. Taką książką był dla mnie Most do Terabithii, po który po raz pierwszy sięgnęłam kilka lat temu, będąc w którejś klasie podstawówki. W tym wieku podobało mi się większość książek, które wtedy czytałam, ale tylko ta powieść tak mocno złapała mnie za serce.

Jesse i Leslie poznają się w szkole. Chłopak bierze udział w wyścigu z innymi uczniami szkoły, do którego trenował całe wakacje. Jest przekonany, że tym razem uda mu się wygrać, ale dziewczyna go prześciga. Po jakimś czasie rodzi się między nimi przyjaźń. Jesse i Leslie, dzięki linie zawieszonej na drzewie nad rzeką, dostają się do lasu, gdzie tworzą Terabithię – magiczną krainę pełną olbrzymów i innych magicznych stworzeń. Zostają jej władcami, bronią jej i strzegą przed wszelkim złem. Terabithia staje się ich drugim domem.

Mało było takich książek, które tak mocno na mnie wpłynęły. Mało jest też książek, przy których tak bardzo płakałam. Wierzcie mi, podczas czytania tej krótkiej, bo zaledwie dwustustronicowej powieści, tak bardzo zżyłam się z bohaterami i Terabithią, że kiedy nadeszło zakończenie po prostu nie mogłam powstrzymać łez. Za każdym razem kiedy sięgam po tę książkę, a robię to dosyć często, czuję się tak samo, jak za pierwszym razem kiedy ją czytałam.

Historia Leslie i Jesse'a opowiada nie tylko o ich przyjaźni. Jest ona głównym wątkiem powieści, ale ważne jest też to, dlaczego chłopiec wolał spędzać czas w Terabithii, a nie w domu. Powieść porusza także temat relacji rodzinnych, które nie zawsze układają się tak, jak byśmy chcieli. Jesse był artystą, ale jego ojciec tego nie akceptował. Uważał pasję syna za stratę czasu, przez co Jesse czuł się samotny i niezrozumiany. Dlatego tak dobrze czuł się w Terabithii, razem z Leslie. Bo tam, to oni nad wszystkim panowali i wszystko było takie, jak sobie to wymarzyli. Kraina ich własnym królestwem, schronieniem przed otaczającą ich brutalną rzeczywistością.

Most do Terabithii to książka skierowana do młodszych czytelników, ale ja uwielbiam do niej wracać nawet teraz, mając prawie osiemnaście lat. To historia o pięknej przyjaźni i potędze wyobraźni, której niestety tak nam dzisiaj brakuje. Darzę tę powieść ogromnym sentymentem i już zawsze będzie zajmować w moim sercu szczególne miejsce. Myślę, że każdy powinien po nią sięgnąć, bez względu na wiek, bo jest to cudowna historia, która przypomni wam lata dzieciństwa.
Po prostu zamknij oczy i otwórz wyobraźnię.
''Panika'' - Lauren Oliver

''Panika'' - Lauren Oliver

Wydawnictwo Otwarte, 360 stron

Co roku, w czasie wakacji, w niewielkim miasteczku Carp organizowana jest gra, w której udział może wziąć każdy. Gra, w której uczestnicy są narażeni na śmiertelne niebezpieczeństwo wykonując narzucone im zadania. Gra, o której prawie nikt nic nie wie – kto ją wymyślił, kim są organizatorzy. Gra, w której można wygrać duże pieniądze. Ta gra to Panika. Heather Nill od zawsze gardziła Paniką, ale kiedy zrywa z nią chłopak dziewczyna pod wpływem impulsu zgłasza swój udział w grze, gdzie zmuszona jest do przekraczania własnych granic i stawienia czoła własnym lękom. 

Lauren Oliver jest autorką, którą darzę ogromnym sentymentem. Jej poprzednie powieści, z którymi miałam styczność wspominam dość pozytywnie, więc po Panikę sięgnęłam mając wobec niej, nie będę ukrywać, dosyć spore oczekiwania. Na początku trochę się wahałam, głównie dlatego, że opis Paniki przywodzi mi na myśl popularne Igrzyska Śmierci, które, swoją drogą, uwielbiam. Ostatecznie jednak postanowiłam sięgnąć po tę powieść.

Ciężko jest mi cokolwiek napisać na temat głównej bohaterki, poza tym, że była po prostu głupia. Nie wiem jak to inaczej nazwać. Chłopak z nią zrywa, więc ona zgłasza się do niebezpiecznej gry, w której może stracić życie. Świetny sposób na leczenie złamanego serca. Dla mnie to po prostu skrajna głupota. Każdy miał swoje powody, by wziąć udział w Panice, ale dla mnie cała ta gra była po prostu bez sensu. Ryzykowanie życia dla pieniędzy, czy naprawdę warto?

Panika nie wzbudziła we mnie żadnych emocji. Nie czytałam jej z zapartym tchem, tak jak tego oczekiwałam, a jedynie ze znudzeniem przewracałam kolejne strony modląc się, by już nadeszła ostatnia. Język, którym autorka posługiwała się w Panice, był dla mnie jednym z największych minusów. Długie i nużące opisy sprawiały, że prawie zasypiałam podczas czytania. Poza tym, zaryzykuję stwierdzenie, że książka była po prostu nudna. Nie było w niej napięcia, ani niczego, czego oczekiwałam po autorce. Styl pisania pani Oliver sprawił, że ledwo przebrnęłam przez Panikę. Czytało mi się ją strasznie ciężko i opornie. Nie pamiętam kiedy ostatnio tak męczyłam się z czytaniem.

Gdybym miała opisać Panikę jednym słowem powiedziałabym, że jest nijaka. Właśnie to określenie ciśnie mi się na usta kiedy myślę o tej książce. Nie wywołała we mnie kompletnie żadnych emocji, nie sprawiła, że miałam ochotę czytać dalej. Wręcz przeciwnie, po kilkunastu stronach miałam już dość tej powieści i miałam ochotę po prostu ją odłożyć. Zdaję sobie sprawę z tego, że recenzja jest krótka i dosyć chaotyczna, ale naprawdę nie wiem co jeszcze mogłabym napisać o tej książce. Autorka bardzo zawiodła mnie tą pozycją, bo miałam wobec niej oczekiwania, które niestety nie spełniły się nawet w najmniejszym stopniu. W Panice nie było nic, co mogłoby mnie skłonić do polecenia jej wam.

Za egzemplarz książki i możliwość jej zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Otwartemu.
''Czy wspominałam, że cię kocham?'' - Estelle Maskame

''Czy wspominałam, że cię kocham?'' - Estelle Maskame

Wydawnictwo Feeria Young, 404 strony


Rodzice szesnastoletniej Eden Munro rozwiedli się przed trzema laty i od tamtego czasu ojciec dziewczyny nie kontaktował się z nią, ani z jej matką. Pewnego dnia mężczyzna proponuje córce spędzenie wakacji w Los Angeles, gdzie przeprowadził się po rozwodzie, z nim, jego nową żoną i jej trzema synami. Dziewczyna zgadza się i wyrusza do słonecznej Kalifornii, gdzie poznaje swoją macochę i przyszywanych braci – młodszych Chase'a i Jamiego oraz starszego Tylera. Eden szybko znajduje sobie znajomych w nowym miejscu, szybko też zdaje sobie sprawę z tego, że Tyler to kochający imprezy, alkohol i inne używki dupek, który pod maską obojętności kryje w sobie tragiczną przeszłość, o której nie wie prawie nikt. Eden i Tyler zaczynają się do siebie zbliżać i wbrew wszystkim przeciwnościom zakochują się w sobie.

Estelle Maskame zaczęła zamieszczać kolejne rozdziały swojej książki na platformie Wattpad, gdy miała 17 lat. Od razu zyskała rzesze wiernych czytelniczek i została nazwana "głosem pokolenia". Dorastała w rodzinie rybaków w małym miasteczku w północno-wschodniej Szkocji i póki co nie planuje wyprowadzki. Jest absolutnym molem książkowym, uzależnionym od książek młodzieżowych. Po ukończeniu szkoły pracowała w paru miejscach na część etatu, a teraz zajmuje się pisaniem w pełnym wymiarze godzin.

Powiem szczerze, że podeszłam do tej książki z ogromnym dystansem. Sam fakt, że wcześniej była publikowana na wattpadzie sprawił, że nastawiłam się na typowo odmóżdżającą szablonową młodzieżówkę. Wiele się nie pomyliłam, bo rzeczywiście Czy wspominałam, że cię kocham? to typowa, niezbyt ambitna powieść dla młodzieży, ale przyznaję, że spodobała mi się bardziej niż myślałam. Na początku czytanie szło mi trochę opornie głównie ze względu na przydługie opisy, które były nieco nużące, ale w miarę jak fabuła zaczęła się rozwijać przestało mi to przeszkadzać.

Jeśli chodzi o główną bohaterkę to mam co do niej mieszane uczucia. Nie wiem, czy będąc na jej miejscu zgodziłabym się spędzić lato z ojcem, który po rozwodzie z jej matką nie odzywał się do niej przez trzy lata. Dziwi mnie tak samo jej jak i jego zachowanie. Tak po prostu, po takim długim czasie, kiedy zdążył ożenić się po raz drugi przypomina sobie o córce i zaprasza ją do siebie, a ona się zgadza. Nie jestem na jej miejscu i nie wiem co czuła kiedy ojciec się do niej odezwał, ale i tak wydaje mi się to co najmniej dziwne. Jej relacja z Tylerem też mnie dziwi. Pomijając fakt, że jest jej przyszywanym bratem chłopak ma przecież dziewczynę, z którą Eden się zaprzyjaźniła. Mimo to, dziewczyna coraz bardziej zbliżała się do chłopaka. Nawet jeśli on sam chciał z nią być powinna mieć trochę oleju w głowie.

Tyler to typowy bad boy. Pije, ćpa, imprezuje, ma gdzieś wszystkich wokół. Jego kreacja w ogóle mnie nie zdziwiła, wiedziałam, że główny bohater w tego typu książkach po prostu musi taki być. Zapewne strasznie by mnie denerwował, gdyby nie to, że jakoś nie specjalnie się nim przejmowałam. Od razu było wiadomo, że coś ukrywa i jego zachowanie jest spowodowane jakimś traumatycznym przeżyciem. Generalnie jego postać nie szczególnie mnie zaskoczyła, tak samo jak ludzie z jego otoczenia. Dziewczyna, która jest z nim tylko dlatego, aby utrzymać swoją reputację i chyba nie była do końca stabilna emocjonalnie, koledzy, którzy tak samo jak on nie stronili od alkoholu.

Mam bardzo mieszane uczucia co do tej książki. Z jednej strony jest to bardzo szablonowa i dosyć przewidywalna młodzieżówka, ale z drugiej bardzo przyjemnie mi się ją czytało. Nie wiem czy polecić wam tę powieść czy nie. Jeśli lubicie tego typu pozycje – lekkie i niezbyt wymagające to sięgnijcie po Czy wspominałam, że cię kocham?, ale podejdźcie do niej z dystansem, bo możecie się rozczarować.

Za egzemplarz książki i możliwość jej zrecenzowania dziękuję wydawnictwu Feeria Young.
''Ktoś taki jak ty'' - Sarah Dessen

''Ktoś taki jak ty'' - Sarah Dessen

Wydawnictwo HarperCollins Polska, 356 stron
★★★


Scarlett i Halley są najlepszymi przyjaciółkami. Dziewczyny, pomimo zupełnie odmiennych charakterów, świetnie się ze sobą dogadują. Scarlett jest pewna siebie, towarzyska, z łatwością nawiązuje kontakty z innymi ludźmi. Wychowała się bez ojca, a jej matka ma dosyć trudny charakter. Halley natomiast, jest spokojną i ułożoną dziewczyną. Jej mama jest psychologiem, dzięki czemu mają ze sobą dobry kontakt.
Kiedy chłopak Scarlett – Michael – ginie w wypadku na motocyklu, a dziewczyna dowiaduje się, że jest w ciąży, wszystko się zmienia. Halley zakochuje się w przyjacielu zmarłego chłopaka i pod wpływem jego beztroskiego stylu życia zmienia swoje zachowanie, co skutkuje problemami w jej kontaktach z matką. Halley i Scarlett znalazły się w trudnej sytuacji, dzięki której jeszcze bardziej doceniają siebie nawzajem i to, że mogą na siebie liczyć.

Z twórczością pani Dessen wcześniej miałam do czynienia tylko raz, przy okazji Kołysanki, którą wspominam bardzo dobrze, dlatego bez zastanowienia sięgnęłam po kolejną powieść jej autorstwa.

Fabuła książki nie jest zbyt skomplikowana. Ot, historia dwóch nastoletnich przyjaciółek, które przeżywają pierwsze zauroczenia i spotykają na swojej drodze problemy. Jedna z nich zachodzi w ciążę, ale przecież, szczególnie w dzisiejszych czasach, nie jest to sytuacja, która się nie zdarza. Co więc czyni tę powieść wyjątkową? Przede wszystkim przyjaźń Halley i Scarlett. Więź, która je łączy jest tak silna, że nic nie jest w stanie jej zerwać. Scarlett zawsze wpierała przyjaciółkę i to ona była "tą silną", ale kiedy role się odwróciły, ta druga stanęła na wysokości zadania i przez całą ciążę była przy Scarlett, nie pozwoliła jej się załamać. To właśnie ich relacja tak bardzo zwróciła moją uwagę. W ich życiu działy się różne rzeczy, problemy z rodzicami, rówieśnikami, chłopakiem, ale one dwie zawsze wspierały się nawzajem.

Cała historia została napisana z perspektywy Halley, dzięki czemu możemy ją poznać lepiej, niż Scarlett. Dziewczyna zawsze żyła pod kloszem swojej matki, która, jako psycholog, chciała mieć z córką jak najlepszy kontakt. I tak rzeczywiście było, do jakiegoś czasu, dopóki Halley zachowywała się tak, jak chciała jej rodzicielka. Kiedy dziewczyna zaczęła spotykać się z chłopakiem zmieniła się pod jego wpływem, co nie umknęło uwadze jej matki. Bardzo polubiłam Halley, była naprawdę świetną bohaterką i jej postać została w powieści bardzo dobrze przedstawiona.

Scarlett dała się poznać jako bardzo silna i odważna dziewczyna. Sytuacja, w której się znalazła była, łagodnie mówiąc, trudna. W wieku szesnastu lat zaszła w ciążę z chłopakiem, który zginął w wypadku, zanim ona w ogóle się o tym dowiedziała. W dodatku nie mogła liczyć na wsparcie matki, która była przeciwna macierzyństwu swojej córki i niemal zaciągnęła ją do kliniki aborcyjnej. Scarlett na szczęście mogła liczyć na Halley, ale z "urokami" ciąży musiała sobie radzić sama, poza tym nadal cierpiała po utracie ukochanego. Dziewczyna wzbudziła moją sympatię, mimo że jej postać nie została aż tak wyraźnie przedstawiona, tak jak Halley.

Sarah Dessen ma lekkie pióro, a jej książki czyta się szybko i przyjemnie. Ktoś taki jak ty to powieść na dwa wieczory, która, pomimo swojej prostoty, naprawdę wciąga. Autorka podejmuje w niej tematy, które nie są wcale tak odległe i mogą przydarzyć się każdemu. Pomimo tego, powieść jest bardzo lekka i czyta się ją w ekspresowym tempie. Na pewno sięgnę po inne książki autorstwa pani Dessen, a wam gorąco polecam Kogoś takiego jak ty.

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania książki dziękuję wydawnictwu HarperCollins Polska.
[PRZEDPREMIEROWO] "Chłopak, który stracił głowę" - John Corey Whaley

[PRZEDPREMIEROWO] "Chłopak, który stracił głowę" - John Corey Whaley

Wydawnictwo Otwarte, 351 stron, premiera: 13.04.2016
★★★★


Szesnastoletni Travis choruje na białaczkę. Lekarze nie dają mu żadnych szans na przeżycie, choroba, która go zaatakowała, w jego przypadku jest nieuleczalna. Pewnego dnia do domu chłopaka przychodzi lekarz, który proponuje mu eksperymentalną metodę leczenia. Jego głowa ma zostać odcięta od ciała i przez jakiś czas pozostać "zamrożona" do czasu, kiedy medycyna będzie na tyle rozwinięta, by przyszyć ją do innego, zdrowego ciała. Travis decyduje się na skorzystanie z tej metody, która jest jego jedyną szansą na życie. Chłopak budzi się pięć lat po operacji, z nowym zdrowym ciałem. Nastolatek ma wrażenie, że minęło zaledwie kilka tygodni i nie może zrozumieć, że jego najlepszy przyjaciel i dziewczyna ułożyli sobie życie bez niego. Travis nie chce pogodzić się z tym pogodzić i chce zrobić wszystko, aby jego życie było takie, jak wcześniej.


Kiedy zapoznałam się z opisem książki pomyślałam, że to absurd. Stwierdziłam, że nie ma szans, żeby ta powieść mi się spodobała. Na rynku nie brakuje książek, w których głównym wątkiem jest śmiertelna choroba, ale z takim pomysłem dotychczas się nie spotkałam. Przyznaję, że na początku nieco sceptycznie podeszłam do tej powieści, ale kiedy zaczęłam ją czytać, od razu zmieniłam zdanie.

Pierwszą rzeczą, która sprawia, że Chłopak, który stracił głowę tak bardzo mi się spodobał jest styl pisania autora. Dzięki niemu książkę czyta się w ekspresowym tempie i nawet nie zauważyłam kiedy dotarłam do ostatniej strony. Język, którym posługuje się autor jest bardzo lekki i sprawił, że nie mogłam się oderwać do samego końca.

Travis to chłopak z ogromnym dystansem do siebie. Jest też niesamowicie zabawny i polubiłam go właściwie od pierwszych stron książki. Kiedy akcja powieści zaczęła się rozwijać, zauważyłam u niego pewne wady, które były spowodowane sytuacją, w jakiej się znalazł. Chłopak spędził pięć lat w stanie śpiączki, w tym czasie wiele rzeczy się zmieniło. Jego dziewczyna – Cate – którą tak bardzo kochał zaręczyła się z kimś innym. Autor poświęcił wiele uwagi relacji Travisa i Cate.  Nastolatek bez wątpienia był w niej bardzo zakochany i nawet nie dopuszczał do siebie myśli, że może ona wyjść za innego. Chłopak stara się ją odzyskać i chce zrobić wszystko, aby jego życie znów było takie, jak przed operacją. Sytuacja, w której się znalazł jest, cóż, dziwna to mało powiedziane.

Książka jest dosyć cienka, a akcja nie toczy się ani za szybko, ani zbyt wolno. Autor naprawdę dobrze poradził sobie z wprowadzaniem kolejnych wydarzeń, które, muszę przyznać, bywały zaskakujące. Dzięki temu powieść nie stała się kolejną nudną młodzieżówką z dobrym, ale niewykorzystanym pomysłem na fabułę. Bardzo spodobało mi się również zakończenie, które nie było do końca jasne i odniosłam wrażenie, że było ono dla Travisa nowym początkiem.

Chłopak, który stracił głowę to historia o przyjaźni, miłości, życiu i śmierci. Nie brakuje w niej humoru, ale podejmuje też ważne tematy. Jest to jedna z tych książek, które zostają w pamięci na długo. Dzięki świetnemu stylowi pisania autora czyta się ją bardzo szybko i przyjemnie, Zdecydowanie warto sięgnąć po tę powieść, Polecam.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Otwartemu.
Wyniki urodzinowego rozdania

Wyniki urodzinowego rozdania


Cześć! Dzisiaj mam dla was wyniki rozdania urodzinowego, które, jak zresztą wszystko, publikuję z opóźnieniem. Cóż za nowość, że się z czymś spóźniłam :D
W rozdaniu wzięło udział aż 131 osób, czyli znacznie więcej, niż się spodziewałam. Nie przedłużając, czas na losowanie :D


Wylosowałam numer 58, pod którym kryje się...


KittyAilla! Gratuluję, już wysyłam do ciebie maila z informacją :) Reszcie bardzo serdecznie dziękuję za udział :)
Pozdrawiam :)

Copyright © 2014 Litery Na Papierze , Blogger