''Przeznaczeni'' - Holly Bourne

Wydawnictwo YA!, 444 strony
Poppy Lawson to zwyczajna nastolatka, która nie wierzy w przeznaczenie i uważa, że prawdziwą miłość można znaleźć jedynie w harlequinach i filmach. Dziewczyna od dwóch lat miewa ataki paniki, przez co zmuszona jest uczęszczać na regularne wizyty u psychoterapeuty. Poppy mieszka w niewielkim angielskim miasteczku, w którym jedyną atrakcją jest odbywające się w weekendy Nocne Granie, podczas którego w klubie występują lokalne kapele. Pewnego wieczoru panna Lawson wraz z trzema przyjaciółkami udaje się na wspomniane Nocne Granie, gdzie ma odbyć się koncert zespołu o jakże oryginalnej nazwie, Nerwobóle. Podczas tej imprezy Poppy dostaje ataku paniki i mdleje, a potem poznaje gitarzystę kapeli – Noego Robertsa. Po jakimś czasie nastolatkowie znów się spotykają, zakochują w sobie i decydują na związek, a dziewczyna zmienia zdanie na temat miłości i tak zwanego przeznaczenia.

Holly Bourne – pisarka i dziennikarka. Choć jest pół-Amerykanką, całe życie mieszka w Anglii. Pisze dla TheSite.org – serwisu, który pomaga młodzieży w wieku 16-25 lat radzić sobie z problemami. Przez dwa lata pracowała jako reporterka dla „The Surrey Mirror”. Za publikowane tam teksty została nominowana do nagrody Print Journalist of the Year 2010. Przeznaczeni to jej debiut książkowy. W sierpniu 2014 roku ukazała się jej druga książka – The Manifesto on How to Be Interesting.

Chciałabym napisać, że cała ta koncepcja i opis fabuły tylko brzmią tak kiczowato i banalnie, a książka nie jest w sumie taka zła, ale tak nie jest. Historia przedstawiona w Przeznaczonych jest dokładnie taka, jaka się wydaje po rzuceniu okiem na zarys fabuły. Już po zapoznaniu się z pierwszymi stronami powieści wiedziałam, że nie będzie to zbyt ambitna lektura, ale miałam nadzieję, że pomimo okropnego stylu pisania autorki, akcja jakoś się rozwinie i nie będzie aż tak źle jak na początku.

Styl pisania autorki przywodzi mi na myśl wypracowania szkolne z gimnazjum. Miałam wrażenie, że czytam opowiadanie piętnastolatki, a nie książkę napisaną przez dziennikarkę. Debiut, nie debiut, spodziewałam się znacznie więcej i nawet nie sądziłam, że pisarka może posługiwać się tak do bólu prostym i infantylnym językiem. Część dialogów przedstawionych w książce była nudna jak flaki z olejem i w ogóle nic nie wnosiła. Tak samo jak niektóre sytuacje, których tak szczegółowe opisywanie autorka mogła sobie po protu odpuścić, na przykład opisy strojów bohaterów. Kogo to obchodzi?

Bohaterowie Przeznaczonych są tak samo banalni jak cała reszta. Mamy nastoletnią dziewczynę, która nie wierzy w miłość dopóki nie spotyka tego jedynego, w którym zakochuje się do szaleństwa. Ten jedyny jest oczywiście przystojnym gitarzystą w zespole rockowym. Pragną go wszystkie dziewczyny, ale on nie zwraca na nie uwagi bo stracił głowę dla naszej Poppy. Czy tylko ja mam wrażenie, że pomysł rodem z jakiegoś fanfiction?

Przez większą część książki autorka skupia się na opisywaniu romantycznych randek i różnych innych przesłodzonych chwil między Noem i Poppy. Poza tym, są jeszcze spotkania z przyjaciółkami, podczas których nasza główna bohaterka ze szczegółami opowiada im o cudownych chwilach spędzonych ze swoim wspaniałym chłopakiem. Od czasu do czasu pojawiały się fragmenty, w których nie wiadomo kto, nie wiadomo gdzie i w jakim celu obserwuje naszych bohaterów. Jak się później okazuje Noe i Poppy nie są tak "zwyczajną" parą jak mogło by się to wydawać na pierwszy rzut oka. Pocałunkiem mogą wywołać ulewę, a bardziej intymne kontakty między nimi prowadzą do różnych innych anomalii. Oczywiście nasza kochana para nie ma pojęcia, że to oni wywołują nagłe śnieżyce i deszcze i są przekonani, że to czysty przypadek, iż podczas pocałunku wysiadają światła w całym mieście. Szczerze mówiąc, tylko to przekonało mnie do przeczytania tej książki, bo gdyby nie ten cały wątek "nadprzyrodzony" pewnie odłożyłabym tę powieść po kilkudziesięciu stronach.

Gdybym miała opisać przeznaczonych jednym słowem byłby to banał. Taka właśnie jest ta książka, do bólu prosta, pozbawiona jakiejkolwiek oryginalności, elementu zaskoczenia, czy czegokolwiek, co mogłoby mnie przekonać, że jej przeczytanie nie było kompletną stratą czasu. Zdecydowanie odradzam.

10 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Albo jednak nie - jeszcze nie uporałam się z "Dniem..." :D

      Usuń
  2. Tak mi się wydawało że książka jest raczej mało oryginalna. Kiedyś chciałam ją przeczytać ale w najbliższym czasie z całą pewnością po nią nie sięgnę. Szkoda czasu :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam i pomimo prostej fabuły, uważam, że była fajna ;D Tylko ten wątek "nadprzyrodzony" mi kompletnie nie pasował, typowy romans, a na końcu jakieś super moce :P
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko, już po pierwszym akapicie wiedziałam, że to zdecydowanie nie jest książka dla mnie. o_O Jak można coś takiego wydawać?

    OdpowiedzUsuń
  5. Kurczęęę, a pomysł jest taki fajny! W sensie ten wątek nadprzyrodzony. Bardzo ciekawy! Ale i tak chyba sobie odpuszczę, bo widzę, że fabuła banalna, bohaterowie też kiepscy... A naprawdę szkoda. :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Uuu, miłość? Niee, ja takich książek nie czytam. Paranormal romance gardzę tak bardzo jak tylko mogę. Podziękuję temu wątpliwemu dziełu, ale Twoją recenzję czytało się naprawdę świetnie ^^

    + właśnie założyłam bloga i nie ukrywam, że przydałoby się na początku jakieś wsparcie od doświadczonych blogerek :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Niee, no błagam... ja takiej książki po prostu nie zdzierżę, jeśli mam być szczera. Żadnych romansów, bo ostatnio potrzebuję jakichś elfów, magów, smoków, magii, a nie romantycznych randek i słodkich słówek. Czuję, że to nie dla mnie :D
    Pozdrawiam i zapraszam do mnie!

    OdpowiedzUsuń
  8. Myślałam, że mimo tego niezbyt dobrego opisu książka będzie miała w sobie coś więcej. Jednak widząc po twojej recenzji, raczej się pomyliłam. Nie będę po nią sięgać, bo widzę, że jednak nie ma po co.
    Pozdrawiam i zapraszam na mojego nowego bloga
    czas-dla-ksiazek.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się w zupełności. Nie podobała mi się prawie w ogóle.
    Pozdrawiam cieplutko:*
    ksiazkowezamieszanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.