''Paranormalność'' - Kiersten White

''Paranormalność'' - Kiersten White


Evie jest szesnastolatką kochającą róż i serial telewizyjny Easton Heights. Jednak jej życia nie można nazwać normalnym. Dziewczyna pracuje w MANIP – Międzynarodowej Agencji Nadzoru nad Istotami Paranormalnymi, która zajmuje się łapaniem i neutralizowaniem wampirów, wilkołaków czy wiedźm, jednym słowem, wszystkich Paranormalnych. Wychowywała się w rodzinach zastępczych, a kiedy miała osiem lat zaczęła pracę w Agencji. Evie jest jedyną osobą, która potrafi zobaczyć prawdziwą postać Paranormalnych, kryjącą się pod iluzją, dzięki czemu jest w stanie je złapać. Życie Evie nigdy nie było normalne, ale kiedy do Agencji włamuje się Lend – paranormalny, który potrafi przyjąć formę każdej istoty, którą spotkał – sprawy jeszcze bardziej się komplikują. Szczególnie, że nikt nie wie kim jest tajemniczy chłopak, a Evie zaczyna odkrywać sekrety, które ukrywała przed nią Agencja...

Ta książka to istny chaos. To właśnie pierwsze słowo, które pojawia się w mojej głowie, kiedy o niej myślę. Wszystko dzieje się tak strasznie szybko. Wiecie jak to jest, kiedy czytacie książkę, a akcja dłuży się niemiłosiernie i macie wrażenie, że powinna być o sto stron krótsza? W tym wypadku jest odwrotnie. Gdyby autorka poświęciła więcej uwagi całej historii i trochę bardziej ją rozbudowała byłoby znacznie lepiej. Ta książka powinna mieć kilkadziesiąt stron więcej. Akcja nie powinna tak szybko pędzić, przez to powieść wiele straciła. Poza tym, relacja między Evie a Lendem jest chyba jakąś parodią. Od kiedy jego postać pojawiła się w książce było wiadomo, że coś między nimi będzie, ale to jak ten wątek miłosny został wprowadzony było po prostu śmieszne. No bo, serio, główna bohaterka siedzi obok faceta, którego ledwo zna, oglądają razem serial i nagle, ni z gruszki, ni z pietruszki uświadamia sobie, że się w nim zakochała. Czy tylko mi coś tutaj nie gra? Wyglądało to tak, jakby autorka na siłę chciała wcisnąć do książki wątek miłosny, który, swoją drogą, był tak strasznie oczywisty. Wszystko byłoby okej, gdyby nie fakt, że główna bohaterka nigdy wcześniej nie wykazywała jakichś głębszych uczuć względem Lenda. To, jak ich relacja została przedstawiona pozostawia wiele do życzenia. 

Jeśli chodzi o główną bohaterkę to jestem do niej nastawiona raczej neutralnie. Nie mogę powiedzieć, że jakoś szczególnie ją polubiłam, ale była raczej pozytywną postacią. Na pewno była inna niż bohaterki, z którymi zazwyczaj mam do czynienia w książkach. Kochająca róż i serial dla nastolatków dziewczyna, która marzyła o tym, by pójść do liceum, i mieć prawo jazdy, czyli jednym słowem, mieć normalne życie, którego nigdy nie było dane jej zaznać. Rozumiem, że autorka chciała stworzyć bohaterkę, która będzie zachowywała się jak zwyczajna nastolatka pomimo tego, kim jest i jak wygląda jej życie. Poniekąd jej się to udało, ale jakoś nie byłam w stanie bardziej jej polubić. 

Styl pisania autorki jest tragiczny. Dobra, może trochę przesadzam, ale sposób, w jaki została napisana ta powieść to chyba jakiś żart. Przez cały czas czułam się, jakbym czytała jakieś streszczenie, a nie normalną książkę. Akcja leci strasznie szybko i nie ma płynności przy przeskakiwaniu między wydarzeniami. Fabuła nie była wcale taka zła, pomysł był generalnie dość dobry, ale autorka wszystko zepsuła pisząc, jakby ktoś ją gonił. To wszystko powinno być trochę bardziej rozbudowane, relacje między bohaterami, a przede wszystkim ważne wydarzenia, którym autorka powinna poświęcić więcej uwagi, a które kończyły się zanim jeszcze się zaczęły. Poza tym, bądźmy szczerzy, patrząc na okładkę chyba nikt nie spodziewa się jakiejś szczególnie ambitnej lektury. Paranormalność jest przewidywalna do bólu.

Nie spodziewałam się niczego niezwykłego po tej książce, więc nie mogę powiedzieć, że się zawiodłam. Mimo wszystko liczyłam, że trochę bardziej wkręcę się w fabułę, ale autorka uniemożliwiła mi to swoim okropnym stylem pisania i przedstawieniem wydarzeń tak, jakby dopiero zaczęła pisać, a na następny dzień miała wysłać książkę do wydawcy. Za pomysł dostałaby ode mnie mocne sześć, ale jeśli chodzi o jego realizację, czuję, że jedynka to za dużo. Paranormalności mówię stanowcze nie.
''Ktoś mnie pokocha'' - Zbiór opowiadań

''Ktoś mnie pokocha'' - Zbiór opowiadań

Wydawnictwo Otwarte, 488 stron
W Święta Bożego Narodzenia wybuchł szał na zbiór opowiadań zabranych przez Stephanie Perkins. Podaruj mi miłość czytał wtedy chyba każdy. Mnie to wszystko niestety ominęło i nie było mi dane zapoznać się, ze świątecznymi tekstami takich autorów jak Rainbow Rowell czy David Levithan, ale, jak się okazało, nic straconego, bo pani Perkins zebrała dwanaście wakacyjnych opowiadań. Co z tego wyszło?

Szczerze mówiąc nie byłam do końca przekonana do pomysłu zbioru opowiadań. Kiedy czytam książki, lepsze lub gorsze, mniej lub bardziej, przywiązuję się do bohaterów. Świadomość, że książka zawiera dwanaście różnych opowiadań z różnymi bohaterami nie do końca do mnie przemawiała. Byłam pewna, że to skakanie z jednej historii na drugą w końcu mnie zmęczy i nie będę miała ochoty czytać wszystkich opowiadań do końca. Naprawdę zdziwiło mnie to, że kiedy zaczęłam czytać, w ogóle nie zwracałam uwagi na to, że są to opowiadania, nawet mi to nie przeszkadzało. Zaskoczyło mnie to, jak szybko pochłonęłam je wszystkie powtarzając sobie jeszcze tylko jedno.

Niektóre historie możecie sobie odpuścić, jeśli poczujecie, że was nudzą, do niektórych być może będziecie chcieli wrócić po raz kolejny. Opowiadania nie są szczególnie długie, mają mniej więcej po 40 stron, więc bardzo szybko się je czyta. W zbiorze znajdziecie teksty m. in Cassandry Clare, znanej ze swoich książek o nocnych łowcach, czy Veroniki Roth, której popularność przyniosła trylogia Niezgodna. Znalazły się tam również opowiadania mniej znanych autorów, których książki nie zostały jeszcze wydane w Polsce, więc jest to świetna okazja do zapoznania się ze stylem pisarskim tych osób.

Mnie osobiście najbardziej urzekło opowiadanie wcześniej wspomnianej Cassandry Clare, Nie wiem czy to dlatego, że od niego zaczęłam, czy może ze względu na ciągle odzywający się w mojej głowie sentyment do tej autorki, ale to właśnie jej tekst o przedziwnym cyrku najbardziej przypadł mi do gustu. Poza tym, spodobało mi się opowiadanie Niny LaCour, o której nigdy wcześniej nawet nie słyszałam. Veronica Roth też pozytywnie mnie zaskoczyła, mimo że przeczytanie jej opowiadania ciągle przekładałam na później, bo za każdym razem, kiedy chciałam się za nie zabrać w głowie zapalała mi się lampka z napisem Niezgodna, która nie zrobiła na mnie piorunującego wrażenia.

Recenzja do najdłuższych nie należy, ale nie mam pojęcia co jeszcze mogłabym napisać o tej książce. Nie jest to jedna historia, którą mogłabym dokładnie przeanalizować i wypisać jej wady i zalety. Napiszę więc, że Ktoś mnie pokocha to idealna lektura na wakacje. Opowiadań jest aż dwanaście, każde zostało napisane przez innego autora, więc jeśli nie spodoba wam się jedno, może akurat następne przypadnie wam do gustu. Myślę, że każdy znajdzie w tej książce coś dla siebie i dzięki niej umili sobie wakacyjny czas.
''Szkoła Bogów'' - Bernard Werber

''Szkoła Bogów'' - Bernard Werber



Na wyspie Aeden, w mieście Olimp znajduje się Szkoła Bogów, w której rolę nauczycieli pełni dwunastu bogów greckich. Po zakończonej sukcesem anielskiej misji, Mikael Pinson zostaje adeptem Szkoły. Wraz z nim, nowy rok szkolny rozpoczyna stu czterdziestu czterech bogów-uczniów. Każdy z nich w przyszłości pokieruje losem własnego ludu. Jednak życie na wyspie nie jest rajem, bogami targają ludzkie emocje, które prowadzą do zdrady, zabójstw i zawiści... 
Życie Mikaela komplikuje się, gdy ulega urokowi pięknej Afrodyty...

Bernard Werber – jeden z najpopularniejszych współczesnych pisarzy francuskich. Urodził się w 1961 roku w Tuluzie. Od wczesnego dzieciństwa wykazywał zainteresowania humanistyczne i przyrodnicze. Ukończył Wyższą Szkołę Dziennikarstwa w Paryżu, studiował też prawo oraz kryminologię w Tuluzie. Po otrzymaniu nagrody dla najlepszego młodego reportera fundacji News wyjechał na stypendium na Wybrzeże Kości Słoniowej, gdzie, zafascynowany cywilizacją mrówek, badał ich życie i zwyczaje. W latach 1984-1990 prowadził rubrykę naukową w „Nouvel Observateur”. W 1991 wydał Imperium mrówek, które sprzedały się w nakładzie pięciu milionów egzemplarzy we Francji i w kolejnych dziesięciu w pozostałych częściach świata. Kolejne części trylogii: Dzień mrówek i Bunt mrówek spotkały się z równie spektakularnym sukcesem. Na podstawie słynnego cyklu powstała sztuka teatralna, opowiadania, komiksy i filmy krótkometrażowe.

Bernard Werber nigdy wcześniej nie był mi znany. Pierwszy raz usłyszałam o tym autorze przy okazji właśnie Szkoły Bogów, której też wcześniej znałam. Chyba większość osób, które czytały Percy'ego Jacksona w jakimś stopniu interesuje się mitologią grecką. Przynajmniej tak jest w moim przypadku. Kiedy więc zobaczyłam Szkołę Bogów od razu stwierdziłam, że ta książka musi być dobra. Byłam pewna, że wciągnie mnie świat mitologii i zatracę się w nim, bo coś w tej okładce i opisie strasznie mnie zaintrygowało. Za lekturę tej książki zabrałam się z wielkim entuzjazmem i jeszcze większymi oczekiwaniami. Jak to się ma do samej treści? 

Przyznam szczerze, że przez pierwsze kilkanaście stron książki nie miałam pojęcia co się dzieje. Przeplatają się tam różne gatunki i przez to trochę ciężko było mi się w tym wszystkim połapać. Jest to książka, którą trzeba czytać ze skupieniem i szczerze mówiąc trochę się przez to męczyłam. Liczyłam na to, że dzięki tej powieści oderwę się od rzeczywistości, ale prawdę mówiąc nieszczególnie mnie porwała. Sposób w jaki została napisana ciężko jest opisać. Styl pisania autora po prostu mi się nie spodobał i strasznie utrudniał mi czytanie. Poza tym, momentami czułam, że jestem dosłownie za głupia, żeby czytać tę książkę. W pewnym momencie poczułam, że ogrom wiedzy, którą chce przekazać autor to dla mnie za dużo. Nie zrozumcie mnie źle, to nie tak, że nie czytam ambitniejszych książek, z których można się czegoś dowiedzieć, po prostu ta cała, wybaczcie, że tak to nazwę, filozoficzna gadanina jakoś mnie przerosła. 

Ciężko jest mi ocenić tę książkę. Nie mam pojęcia co o niej myśleć. Z pewnością mogę powiedzieć, że jest inna i nigdy wcześniej nie spotkałam się z taką pozycją. Zazwyczaj po przeczytaniu książki mam już o niej wyrobioną opinię i wiem, czy chcę ją komuś polecić, czy nie. W tym przypadku do samego końca nie wiedziałam i nadal nie wiem jaki jest mój stosunek do tej powieści.

Gdybym miała określić Szkołę Bogów jednym słowem, powiedziałabym, że ta powieść jest wyjątkowa. Z pewnością zapadła mi w pamięć i pewnie długo o niej nie zapomnę. Problem w tym, że nie jestem pewna czy myślę o niej w pozytywny sposób. Na pewno jest to powieść inna niż te, które do tej pory czytałam. Ale prawda jest taka, że chyba nie byłabym w stanie przebrnąć przez nią drugi raz. Te wszystkie filozoficzne i mitologiczne wątki strasznie mnie męczyły. Być może ta powieść kryje w sobie coś, czego nie byłam w stanie dostrzec. Być może muszę dojrzeć do tej pozycji, by wychwycić to, co umknęło mi teraz. Być może jeszcze kiedyś wrócę do tej książki, ale na ten moment nie jestem nawet w stanie określić mojego stosunku do niej.
Copyright © 2014 Litery Na Papierze , Blogger