Drugie urodziny bloga

Drugie urodziny bloga

Szczerze mówiąc nigdy nie wierzyłam, że będę miała okazję napisać taki post. Dzisiaj mijają dokładnie dwa lata od kiedy na moim blogu pojawił się pierwszy post. Nie wierzę po pierwsze, że tak szybko zleciał mi ten czas, a po drugie, że wytrwałam aż dwa lata. Dla niektórych to mało, ale ja nigdy żadnego swojego bloga nie prowadziłam tak długo. Mam słomiany zapał i zawsze rezygnowałam po kilku tygodniach. Sama nie wiem dlaczego tym razem było inaczej. Po prostu zawzięłam się i stwierdziłam, że bez względu na wszystko będę tu pisać. Na razie mi to wychodzi (no, powiedzmy) i mam nadzieję, że jeszcze trochę z wami będę.

Kiedy założyłam bloga nosił on nazwę recenzje raven, ale dokładnie rok temu, czyli w pierwsze urodziny zmieniłam adres na obecny. Do tej pory bloga zaobserwowało 443 osoby, odwiedziliście go 158235 razy i zostawiliście 1556 komentarzy. Jestem autorką bloga, ale dzięki wam i dla was piszę i gdyby nie wy pewnie dawno bym się poddała. Tak więc dziękuję. Dziękuję, że tu wchodzicie, czytacie komentujecie. Dziękuję, że ze mną jesteście.

Teraz czas na rozdanie. W zeszłym roku dostaliście do wyboru książki, które miałam, tym razem do wygrania będzie dowolna książka dostępna na stronie aros.pl. 

Regulamin: 

1. Organizatorką konkursu jestem ja, raven z bloga litery-na-papierze.blogspot.com
2. Konkurs odbywa się na zasadzie losowania.
3. Wygrać można dowolną książkę dostępną na stronie aros.pl
4. Sponsorem nagród jestem ja.
5. Zgłoszenia wysyłacie w komentarzu pod tym postem.
6. Aby wziąć udział w losowaniu musisz obserwować mojego bloga i udostępnić baner (jeśli nie macie bloga, możecie baner udostępnić gdziekolwiek, np. na facebooku, google+, intagramie, lub innym portalu, na którym posiadacie konto).
7. Zgłaszać się mogą tylko osoby posiadające adres korespondencyjny na terenie Polski.
8. Zgłoszenia przyjmuję do 28.02.17 do godziny 23:59. Późniejsze zgłoszenia nie biorą udziału w losowaniu.
9. Wyniki zostaną opublikowane na blogu w przeciągu 7 dni od zakończenia losowania.
10. Zwycięzca zostanie także poinformowany o wygranej drogą mailową.
11. Zwycięzca ma 7 dni na wysłanie mi adresu, inaczej wylosuję kogoś innego.

Przykład zgłoszenia:

Zgłaszam się!
E-mail:
Obserwuję jako:
Baner: (link)

(Nie piszcie tytułu książki w komentarzu, o tym będę już pisać ze zwycięzcą)

Baner:


Powodzenia! :)
Książki, które mnie rozczarowały

Książki, które mnie rozczarowały


Hej! Z racji tego, że ostatnio nie mam czasu, ani ochoty na czytanie stwierdziłam, że żeby na blogu nie wiało pustkami przez miesiąc (szybko się obudziłam) będę dodawać więcej postów okołoksiążkowych i topek. Tak więc dzisiaj zapraszam was na post o książkach, które mnie rozczarowały.


(Ciekawe czy kiedyś uda mi się napisać post okołoksiążkowy bez wspominania w nim o Greenie)
Była to trzecia książka Johna Greena, którą przeczytałam i strasznie się na niej zawiodłam. Szukając Alaski i Gwiazd Naszych Wina, które przeczytałam wcześniej były świetne i od kolejnej pozycji autora oczekiwałam takiego samego poziomu. Jednak przy Papierowych Miastach strasznie się wynudziłam i na dłuższy czas straciłam ochotę na czytanie twórczości pana Zielonego.


Przeczytałam tę książkę chyba mniej więcej w tym samym czasie, w którym w kinach pojawiła się jej ekranizacja i szczerze mówiąc sięgnęłam po nią głównie ze względu na aktorkę, która zagrała w niej główną bohaterkę. Bardzo dużo osób wychwalało tę powieść, a kiedy ja ją przeczytałam zastanawiałam się czemu. Nie twierdzę, że jest to zła książka, ale chyba miałam zbyt duże oczekiwania.


Wybaczcie, że to powiem, ale Mechaniczny Anioł jest... nudny. Przez większość książki prawie nic się nie działo i cała akcja została wciśnięta na koniec. Zakończenie zrobiło swoje i uratowało całość, ale to nie zmienia faktu, że kilka razy odkładałam tę powieść bo strasznie się nudziłam. Bardzo wiele oczekiwałam od tej trylogii i mam nadzieję, że kolejne tomy będą lepsze, bo generalnie uważam, że ta historia jest naprawdę dobra.


Zakończenie Miasta Szkła było dla mnie na tyle zadowalające, że uważam, że autorka niepotrzebnie napisała kolejne trzy tomy Darów Anioła. Pierwsze trzy były świetne, Miasto Kości "połknęłam" w niecałe dwa dni, z kolejnymi dwiema częściami też bardzo szybko sobie poradziłam. A potem było już tylko gorzej. Uważam, że ostatnie trzy tomy są już trochę naciągane i nie czytałam ich już z taką przyjemnością jak poprzednie.

Uwielbiam Eleonorę i Parka. Wiem, że ta książka ma tak wielu zwolenników jak i przeciwników, ale ja dosłownie zakochałam się w tej historii. Więc kiedy w Polsce pojawiła się kolejna powieść autorki, od razu po nią sięgnęłam i... strasznie się rozczarowałam. Pomysł na historię o dziewczynie piszącej fanfiction był super, ale gorzej było z wykonaniem. Strasznie się wynudziłam i uważam, że autorka zmarnowała tę opowieść, bo mogła z tego zrobić naprawdę świetną książkę.

Miałam zakończyć na Fangirl, ale wtedy mnie oświeciło i przypomniałam sobie o książce, którą czytałam baardzo dawno temu. Poleciła mi ją koleżanka, która strasznie lubi całą serię, więc stwierdziłam, że to pewnie jakieś literackie arcydzieło i wypożyczyłam ją z biblioteki. Tak samo jak w przypadku Love, Rosie nie uważam, że jest to zła książka. Po prostu oczekiwałam czegoś dużo lepszego i przez to się rozczarowałam.

Jakie książki was rozczarowały? Czy były pozycje, po których oczekiwaliście więcej?
''Chemia Naszych Serc'' - Krystal Sutherland

''Chemia Naszych Serc'' - Krystal Sutherland


Henry Page sądzi, że kiedy pierwszy raz się zakocha, będzie to scena żywcem wyjęta z filmu romantycznego. Uważa, że będzie czuł motylki w brzuchu i to wydarzenie zmieni jego życie. Jednak kiedy do klasy wchodzi Grace Town, ubrana w męskie ciuchy i podtrzymująca się laską, nic takiego się nie dzieje. Kiedy nauczyciel proponuje im stanowisko redaktora naczelnego szkolnej gazetki Grace odmawia, ale ostatecznie decyduje się pomóc Henry'emu w prowadzeniu gazetki, tyle że na samym początku informuje go, że nie ma zamiaru napisać w niej ani słowa. Nastolatkowie powoli zaczynają się poznawać i spędzać ze sobą czas. Henry zdaje sobie sprawę, że Grace stała się dla niego kimś więcej niż tylko koleżanką ze szkoły. Jednak czy ona jest stanie odwzajemnić jego uczucia?

Po przeczytaniu  zaledwie kilkunastu stron książki w mojej głowie od razu zapaliła się lampka. Miałam wrażenie, że w powieści jest coś dziwnie znajomego i nie musiałam się długo zastanawiać, żeby zorientować się, że książka pani Sutherland okropnie przypomina mi twórczość Johna Greena. Miałam wrażenie, że autorka "wzięła" sobie główną bohaterkę z Szukając Alaski, bohatera z Papierowych Miast, dorzuciła do tego trochę metafor o wszechświecie i złotych myśli o zapomnieniu żywcem wyjętych z Gwiazd Naszych Wina i tak oto powstała Chemia Naszych Serc.

Chyba najwięcej mam do powiedzenia na temat całej relacji łączącej naszych głównych bohaterów. Przyznam szczerze, że cały ten "związek" Grace i Henry'ego nie do końca do mnie przemówił. Wiem, że to miała być młodzieżówka opowiadająca o tym, jak trudna czasem jest pierwsza miłość, szczególnie w nastoletnim wieku i tak dalej, ale z każdą kolejną stroną odnosiłam coraz większe wrażenie, że relacja, która łączyła Grace i Henry'ego była toksyczna. W życiu dziewczyny zdarzył się wypadek, który wpłynął na nią do tego stopnia, że przeniosła się do innej szkoły i zmieniła się o sto osiemdziesiąt stopni. Przed tym wydarzeniem była uśmiechniętą nastolatką chodzącą w sukienkach, natomiast potem zaczęła nosić męskie ubrania i przestała pisać, co wcześniej robiła ze świetnym skutkiem. Przez całą książkę bardzo widoczny był "podział" na Grace sprzed wypadku i Grace po wypadku. Odniosłam wrażenie, że ona sama do końca nie wiedziała kim jest. Henry się w niej zakochał, ale ona była przekonana, że zakochał się w idei dziewczyny, którą już nie jest. On sam też nie wiedział kim jest obiekt jego westchnień. Przed cały czas nie mogłam się pozbyć przeczucia, że Grace dobrze wiedziała jak bardzo Henry jest w niej zakochany i w pewnym sensie wykorzystywała to kiedy miała ochotę, a później nagle stwierdziła, że powinni zwolnić. Nigdy nie powiedziała mu, że chce, aby byli parą, nie określiła się w stosunku do niego. Przez jej zachowanie nie byłam w stanie jej polubić, chociaż bardzo starałam się ją zrozumieć. Domyślam się, że zamysł autorki był inny i nie chodziło o to, aby czytelnicy odbierali tę relację w ten sposób, ale ja przez ostatnie sto stron książki nie byłam w stanie pozbyć się wrażenia, że ten związek, o ile można go tak nazwać jest po prostu toksyczny.

Powieść jest dosyć zabawna, chociaż momentami zastanawiałam się na czym konkretnie polega poczucie humoru autorki, bo niektóre sytuacje, zamiast wzbudzać mój śmiech wydały mi się po prostu absurdalne i przerysowane. Być może tylko ja to tak odbieram, ale czasem naprawdę nie wiedziałam czy mam się śmiać czy płakać. Wiem, że cała ta historia miała być właśnie taka - specyficzna i zapadająca w pamięć jako wyjątkowa i inna, ale przez to po raz kolejny w głowie pojawił mi się pan Zielony i nie mogłam się pozbyć wrażenia, że autorka bardzo się nim inspirowała.

Książka została napisana z perspektywy Henry'ego, dzięki czemu jest on dla czytelnika otwartą księgą. Polubiłam tę postać, może dlatego, że miałam okazję tak dobrze ją poznać. Dużym plusem są też bohaterowie drugoplanowi, którzy zostali bardzo dobrze wykreowani. Chodzi mi głównie o przyjaciół Henry'ego, jego rodziców i osoby z otoczenia. Cieszę się, że autorka im także poświęciła trochę uwagi, bo dzięki temu, że są tak wyraziści bardzo ich polubiłam. Lola i Muz - przyjaciele Henry'ego, którzy byli zdecydowanie jedną z największych zalet powieści, jego siostra, Sadie, znajomi ze szkoły, to wszystko sprawiło, że cała powieść, mimo tych wszystkich absurdalnych sytuacji, stała się bardziej realna. 

Nie mówię, że Chemia Naszych Serc to zła powieść, ale być może wystawiłabym jej wyższą ocenę, gdyby nie te skojarzenia z Johnem Greenem, których nie mogłam się pozbyć podczas czytania. Jest to po prostu kolejna młodzieżówka, o której pewnie niedługo zapomnę. Sięgnęłam po tę książkę w ciemno, więc nie mogę powiedzieć, że się rozczarowałam, ale też nie mówię, że jakoś pozytywnie mnie zaskoczyła. Jeśli ktoś ma ochotę na trochę "greenowską" powieść młodzieżową o pierwszej miłości, to czemu nie.



Za egzemplarz książki dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat.

Wydawnictwo Dolnośląskie, 290 stron

★★★☆☆☆
Copyright © 2014 Litery Na Papierze , Blogger