O książkoholikach słów kilka

Ostatnio pisałam prawie same recenzje, które do końca miesiąca pojawią się na blogu, więc żeby nie było zbyt nudno postanowiłam napisać kolejny post o bliżej nieokreślonej tematyce, który miał dotyczyć jednej konkretnej rzeczy, ale pewnie trakcie pisania zahaczę też o inne kwestie. Już od jakiegoś czasu zbieram się z pisaniem takich postów, ale zazwyczaj zaczynam je i porzucam. Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się je dokończyć, a tymczasem zapraszam na króciutką notkę, w której będę się głównie czepiała ;).

Jaką książkę kupić osobie, która nie czyta?
Odniosłam wrażenie, że szerzenie czytelnictwa poszło w złym kierunku. Akcje i kampanie zachęcające do czytania w ciekawy sposób to jedno, ale wciskanie do ręki książki każdemu znajomemu, kuzynowi czy cioci to już chyba lekka przesada. Coraz częściej widzę posty lub pytania na różnych grupach poświęconych literaturze Jaką książkę kupić osobie, która nie czyta? i zastanawiam się czy niektórzy postawili sobie za punkt honoru, żeby zmusić do czytania dosłownie każdego. Rozumiem, że fajnie jest czasem porozmawiać ze znajomym czy kimś z rodziny o ulubionej powieści, ale niektórzy najchętniej wciskaliby do rąk książki wszystkim dookoła. Wychodzę z założenia, że takie rzeczy przychodzą same. Ja też nie czytałam od zawsze i sama doszłam do wniosku, że chcę wypożyczyć coś z biblioteki, nikt mnie do tego nie zmuszał, nie dostawałam w prezencie książek od rodziny czy znajomych. Jeśli ktoś będzie miał ochotę coś przeczytać to zrobi to sam z siebie, nie dlatego, że ktoś go zmusza albo daje książki na każde urodziny. Poza tym, wydaje mi się, że należy szanować gust innych i jeśli ktoś chce dostać farbki, to kupię mu farbki a nie poradnik dla malarza.

Jak można nie czytać książek?!
To pytanie słyszałam i widziałam już wiele razy. Zadają je oburzeni booktuberzy a także blogerzy, którzy wprost nie potrafią zrozumieć jak można nie czytać. Być może was zdziwię, ale okazuje się, że można. Czytanie zawsze traktowałam jak każdą inną formę spędzania wolnego czasu. Czasami kiedy nie mam nic do roboty sięgam po książkę, ale czasem mam ochotę obejrzeć film, a nawet zdarza mi się wyjść z domu. Jednym słowem, czytanie to dla mnie zwyczajne hobby. Niektórzy lubią grać w piłkę, inni malować, a jeszcze inni robić na drutach i co z tego? Jasne, czytanie rozwija naszą wyobraźnię, poprawia ortografię, wzbogaca słownictwo i tak dalej, ale fakt, że ktoś nie lubi czytać nie czyni go od razu idiotą. Gusta są różne, a zmuszanie się do czytania, bo ktoś uważa to za jedyną słuszną formę spędzania wolnego czasu jest bez sensu. Nie każdy to lubi i nie ma w tym nic złego, więc nie rozumiem skąd biorą się pytania Co robią ludzie, którzy nie czytają? albo Jak tak w ogóle można? Serio?

Książkoholik
Kolejna rzecz, o której chciałam napisać to właściwie coś, co nie mam pojęcia czy powinnam brać na poważnie czy raczej potraktować z przymrużeniem oka. Nie chce mi się bowiem wierzyć, że ktoś mógł napisać takie głupoty na serio. O co właściwie chodzi? A o to, że jakiś czas temu natrafiłam na jakiegoś bloga, a konkretnie jeden post. Autorka napisała, że uważa, iż książkoholikiem nie powinno nazywać się osób, które czytają po dwadzieścia książek rocznie, bo w takim razie jak nazywać osoby czytające książek sto czy więcej? Do dzisiaj jak o tym myślę chce mi się śmiać, bo poziom absurdu w tym poście został mocno przekroczony. Nie mam pojęcia skąd przekonanie, że książkoholik to jakieś elitarne określenie, na które trzeba sobie zasłużyć ścigając się o ilość przeczytanych książek, ale trochę mnie to przeraża. Powinna się liczyć przyjemność z czytania, to, że ktoś w ogóle to robi, przecież o to chodzi w tych wszystkich akcjach mających na celu szerzenie czytelnictwa, nie o cyferki czy etykietki. Jeśli ktoś uważa, że nie mogę nazywać się książkoholikiem, bo za mało czytam to szczerze mówiąc nie wiem czy się śmiać czy płakać. 

Powtórzę jeszcze raz to, co napisałam na początku. Cieszę się, że istnieją akcje mające na celu szerzenie czytelnictwa, ale te akcje mają ludzi do czytania zachęcać, nie zmuszać. A odniosłam wrażenie, że niektórzy nie rozumieją na czym polega różnica. Czytam różne blogi poświęcone literaturze, zaglądam na strony na facebooku, obserwuję konta na Instagramie i trochę zaczęło mnie przerażać to, jak część ludzi podchodzi do tematu czytelnictwa. Kiedyś natknęłam się na jakiś post na facebooku dotyczący właśnie czytania, a raczej nieczytania książek i nie mogłam uwierzyć, w to,  jakie określenia padały w stosunku do osób, które nie przepadają za literaturą. Nie będę tutaj niczego przytaczać, ale naprawdę złapałam się za głowę jak zobaczyłam co wypisują ci oczytani i kulturalni ludzie. Czy naprawdę tak ciężko jest zrozumieć, że niektórzy po prostu nie lubią czytać? Jeśli kogoś nagle olśni i stwierdzi, że przeczytałby książkę to pójdzie sobie do biblioteki albo księgarni i zaopatrzy się w jakąś. I nie musicie temu komuś ani na siłę wciskać książek przy każdej możliwej okazji, ani przekonywać go, że jest idiotą.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :)

Copyright © 2014 Litery Na Papierze , Blogger