''Początek wszystkiego'' - Robyn Schneider

Ezra Faulkner miał wszystko: był gwiazdą szkolnej drużyny tenisowej, chodził z cheerleaderką, był jedną z najpopularniejszych osób w szkole. Wszystko jednak się zmieniło kiedy na imprezie przyłapał swoją dziewczynę na zdradzie a potem uczestniczył w wypadku samochodowym, który na zawsze przekreślił jego karierę sportową. Kiedy Ezra wraca do szkoły czuje się wyobcowany. Nie potrafi odnaleźć się wśród swoich znajomych, a ponieważ nie może już grać w tenisa postanawia dołączyć do kółka debatanckiego, do którego zapisuje się również Cassidy Thrope – nowa uczennica. Dziewczyna uczy Ezrę jak radzić sobie na debatach, a z czasem chłopak się w niej zakochuje.

Czytałam w życiu sporo młodzieżówek. Zdaję sobie sprawę, że kiedy na rynku wydawniczym jest tyle amerykańskich powieści dla nastolatków ciężko jest napisać coś oryginalnego, coś czego jeszcze nie było. Ale niektórzy nawet nie starają się jakoś wyłamać z tej szablonowości. Początek Wszystkiego to jeden wielki schemat. Nie jestem w stanie wskazać chociaż jednej rzeczy, która jakoś wyróżniałaby tę książkę na tle innych tego typu powieści. Nowa tajemnicza dziewczyna w szkole, chłopak, który się w niej zakochuje i autorka, która stara się przekonać wszystkich, że nasi główni bohaterowie są tacy wyjątkowi. 

Przez większość książki nie dzieje się kompletnie nic. Całość ma jakoś ponad trzysta stron, a oznaki tego, że może w końcu zbliża się coś w rodzaju akcji pojawiają się z pięćdziesiąt stron przed końcem. Naprawdę zaczynałam wątpić w to, czy cokolwiek się wydarzy i już myślałam, że główni bohaterowie po prostu skończą szkołę, wezmą ślub i będą sobie żyli długo i szczęśliwie. Dosyć szybko zaczęły mnie też nudzić bezsensowne opisy, lanie wody i sytuacje, które kompletnie nic nowego nie wnosiły do książki. W zasadzie możecie przeczytać pierwsze czterdzieści stron, a potem przeskoczyć do zakończenia i nic was nie ominie, bo w międzyczasie nic się nie działo.

Główny bohater strasznie mnie denerwował. Nie jestem w stanie stwierdzić czy to wykluczenie go z grupy jego dotychczasowych znajomych naprawdę miało miejsce czy sam sobie to wymyślił. Ezra twierdził, że teraz, po wypadku, jego koledzy z drużyny tenisowej nie będą chcieli się z nim zadawać, ale oni ciągle zapraszali go do swojego stolika. Wydaje mi się, że autorka chyba sama nie wiedziała co robi. Z bohaterami drugoplanowymi mam mały problem, bo pomimo tego, że książkę skończyłam czytać wczoraj już większości z nich nie pamiętam. Ciągle pojawiały się jakieś imiona, ale wszystkie te postaci zlewały mi się ze sobą i przestałam już próbować rozróżnić kto jest kim. Wszystkie popularne dzieciaki w szkole wydawały mi się takie same – bezbarwne i płaskie. 

Jeśli chodzi o zakończenie to nie spodziewałam się niczego innego niż to, co zaserwowała autorka. Wiedziałam, że tego typu książki po prostu muszą się tak skończyć, ale autorka mogła jakoś zasygnalizować czytelnikowi w jaką stronę zmierza ta historia. Zamiast tego stworzyła idealny związek, który trwał przez większość powieści i wyglądało to tak, jakby dopiero pod koniec "obudziła się" i przypomniała sobie, że pora dodać trochę dramatyzmu, żeby nie wyszło za słodko. Dorzuciła do tego trochę płaczu, śmierć i przez to wszystko odniosłam wrażenie, że cała ta końcówka została napisana strasznie na siłę. 

Zdecydowanie odradzam wam sięgnięcie po Początek Wszystkiego. Nie ma w tej książce nic, przez co mogłabym ją uznać za wartą przeczytania. Jest pełna bezsensownych opisów, nic nie wnoszących dialogów, a przez znaczną większość powieści po prostu wieje nudą, przez co cała ta historia dłużyła mi się niemiłosiernie. Jestem zdecydowanie na nie.

Wydawnictwo Otwarte, 2017, 317 stron

Brak komentarzy:

Bardzo dziękuję za każdy komentarz :)

Obsługiwane przez usługę Blogger.